ŚW. MARCIN

    NIEDZIELA  -  24.05.2015 - UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO 
          08:00 Za + Sylwestra Drużyńskiego, + Danutę Dżugała, ++ Zdzisława i Tomasza Jankowicz
          10:30 Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Moniki i Leszka Baczyńskich z okazji 1 rocznicy
                      ślubu
          15:00 NABOŻEŃSTWO MAJOWE


     PONIEDZIAŁEK 25.05.2015  -  Święto NMP, Matki Kościoła
          18:00 NABOŻEŃSTWO MAJOWE
                      Za + mamę Teresę Kmiecik z podziękowaniem za życie z okazji dnia matki


     WTOREK  -  26.05.2015  -  Św. Filipa Nereusza, prezbitera
          18:00 NABOŻEŃSTWO MAJOWE
                      1. Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Moniki Wiercińskiej z okazji urodzin
                      2. Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Matek z naszej Parafii

     ŚRODA  - 27.05.2015  -  Dzień powszedni
          18:00 NABOŻEŃSTWO MAJOWE
                      Za + ojca Czesława Michulec w rocznicę śmierci

    CZWARTEK  -  28.05.2015  -  Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana
          08:00 Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Tomkiewicz

    PIĄTEK  - 29.05.2015  -  Św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy
          18:00 NABOŻESTWO MAJOWE
                      Za ++ rodziców Helenę i Władysława Janus
                      - Spotkanie z kandydatami przygotowującymi się do sakramentu bierzmowania z klasy I i II

    SOBOTA  - 30.05.2015  -  Dzień powszedni
          08:00 Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Katra

    NIEDZIELA  -  31.05.2015  -  UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIETSZEJ TRÓJCY
          08:00 Za + Tadeusza Szmorąg w rocznicę śmierci
          10:30 Za ++ siostry: Krystynę, Barbarę, Danutę Jaros, + Jana, + mamę Józefę Połomską, + męża
                     Edmunda Niewiadomskiego
          15:00 NABOŻEŃSTWO MAJOWE
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
 
ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
PROWADZI MNIE MARYJA
Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, zwana w Polsce Zielonymi Świętami, lub Zielonymi Świątkami, to w tradycyjnej kulturze ludowej pora pradawnych obrzędów agrarnych, pasterskich i wegetacyjnych. W tradycji chrześcijańskiej obchodzona jest 50 dni po Zmartwychwstaniu Pańskim jako ukoronowanie i zakończenie okresu wielkanocnego.

Jeszcze w początkach ubiegłego stulecia święto to trwało trzy dni: od niedzieli do wtorku. Od niepamiętnych czasów towarzyszyły mu przedchrześcijańskie zwyczaje i wierzenia, związane z porą wiosennego zrównania dnia z nocą (21 marca), zaliczane, podobnie jak obrzędy w dniu św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), do najstarszych euroazjatyckich rytuałów sprawowanych na cześć słońca i wody - podstawowych sił życiodajnych, kreujących przyrodę.

Powszechnym zwyczajem było palenie w Zielone Święta ognia - symbolu słońca, uważanego przez Słowian za święte. W przeszłości miał on ogrzewać dusze przodków, a także przez magiczną moc płomieni, ochraniać przed złem zasiewy i zwierzęta hodowlane. W chrześcijaństwie palone podczas świąt ogniska łaczono z płomieniami Ducha Świętego zesłanego na apostołów.

Jeszcze u progu XX wieku tak pisał o Zielonych Świętach kronikarz polskiego obyczaju Zygmunt Gloger: Gdy się ściemni w wieczór Zielonych Świątek, wychodzą wszyscy w pole. Parobczaki układają z chróstu stos ogromny, ale naprzód obchodzą z pochodniami miedze swych pół, a potem zapalają sobótkę, muzyka gra, strzelają, tańczą koło ognia i skaczą przezeń. Gdy się sobótka dopali czynią znak krzyża świętego nad ogniskiem.(...) Wiele bowiem starożytnych lechickich zwyczajów składających się niegdyś na uroczystości wiosenne rozpoczynające każde Nowe Lato przyłączył naród do święta kościelnego obchodzonego w tej samej porze roku.

Już źródła średniowieczne wspominają, iż okres Zielonych Świąt obfitował w tłumne, nierzadko gorszące zabawy, przeciw którym Kościół wielokrotnie występował. Odbywały się one zwłaszcza w miejscach dawnych pogańskich kultów. Jednym z nich była Łysa Góra w Górach Świętokrzyskich. W 1468 roku król Kazimierz Jagiellończyk, uwzględniając prośbę świętokrzyskiego opata, zakazał tutaj zgromadzeń w święto Zesłania Ducha Świętego. Pół wieku wcześniej kaznodzieja krakowski Jan ze Słupca gorszył się, że tańczą podczas Zielonych Świątek niewiasty, śpiewając pieśń pogańską, zaś w statucie synodu krakowskiego z roku 1408 czytamy o odprawianych wtedy pogańskich obrzędach. Także kronikarz Jan Długosz w swych Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego wspomina o trwających przez dwa dni Zielonych Świąt nieobyczajnych pogańskich igrzyskach.

W tradycji ludowej Zielone Święta to przede wszystkim pożegnanie wiosny i powitanie lata, święto rolników i pasterzy. Od wieków ubierano wtedy domy gałązkami drzew liściastych, głównie buka, brzozy, lipy i witkami modrzewia. Przystrajano tak odrzwia, okna, bramy i furtki prowadzące do zagrody, a nawet płoty i studnie. W niektórych regionach podłogę w domu wyściełano pędami tataraku wierząc, że opuszczą go wszelkie szkodniki, insekty i... złe czary. Dekorowanie domów zielenią, czyli majenie, w niektórych regionach Polski utrzymało się do dzisiaj, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie na Zesłanie Ducha Świętego obchodzone są odpusty.

W Zielone Święta gospodynie wypędzały bydło na pastwiska przed wschodem słońca wierząc, że dzięki temu krowy będą dawały dużo mleka i aż do późnej jesieni nie zabraknie im paszy. W Polsce centralnej, w niedzielę wieczorem odbywały się pasterskie uczty i zabawy, często połączone z “wyzwolinami“ - obrzędem inicjacyjnym, podczas którego przyjmowano początkujących opiekunów stada do grona starszych, doświadczonych pasterzy.

Urządzano też wybory pasterskiego króla i królowej oraz tzw. wołowe i końskie wesela, czyli pochody z wołem lub koniem przybranym w kwiaty, wieńce, wstążki.

W Polsce południowej wieczór drugiego dnia Zielonych Świąt był do niedawna porą palenia sobótkowych ogni. O zmroku w sąsiedztwie pastwisk i pól uprawnych zapalano ogniska, używając drewna drzew i krzewów, którym przypisywano właściwości magiczne, zwłaszcza ochronne. Płonęły więc gałęzie jałowca, jodły, świerka, tarniny, czasem także pęki wysuszonej pokrzywy i ostów. Istniało przekonanie, że dym i płomień sobótkowych stosów zapobiega gradom, a popiół rozsypany po polach zapewnia lepszy urodzaj. Żeby każda uprawa mogła mieć kontakt z życiodajnym płomieniem chłopcy obiegali obsiane zbożem zagony z pochodniami lub z płonącą gałęzią, wykrzykując:

Opal Boże moje zboże! Źrej zytko na nowe latko! / A pszenicka dla konicka / a dla złego nic. Na Podgórzu Rzeszowskim obchodzono z pochodniami miedze pól recytując groźbę - zaklęcie: Święć się, święć!

Uciekaj śmieć!/ Uciekaj, śmieciu, bo cię będę święcił!/ Uciekaj kąkolu, bo cię będę smolił! Skakano też przez ogniska w przekonaniu, że skoki te zapewnią siłę, zdrowie i oczyszczenie grzechów (sic!).

Z kolei pasterze przepędzali wokół ognisk, a czasem także przez ich dym i gorący popiół, bydło, żeby było zdrowe, odporne na czary i choroby.

Jeszcze w okresie międzywojennym ogniska paliła przede wszystkim młodzież obojga płci, urządzając przy nich zabawy z muzyką i tańcami. Obecnie sobótki palą głównie dzieci, a także zespoły folklorystyczne, traktując dawny obrzęd jako regionalne widowisko. Niestety coraz częściej stosy żywicznych, pachnących gałęzi zastępują zużyte opony, które dają jasny i wysoki płomień; zgodnie z tradycją sobótkowe ognisko musi być okazałe.

Na polskim i słowackim Spiszu, a częściowo także na Orawie, znany był zwyczaj stawiania i ogrywania mai. W Zielone Święta, nocą z soboty na niedzielę (czasem także z ostatniego kwietnia na 1 maja), młodzież męska ustawiała przed domami dziewcząt maje, moje, mojki. Były to wierzchołki drzewek lub pęki gałęzi umocowane na szczycie wysokiego drąga, ubrane barwnymi wstążkami. Maje stawiano też często koło kościoła lub po środku wsi. W pierwszy dzień Zielonych Świąt kawalerowie wędrowali od domu do domu z muzyką, a przy postawionych majach tańczyli z dziewczętami. Wieczorem przy głównym maju we wsi odbywała się zabawa taneczna. W niektórych wsiach jeszcze do połowy XX wieku zachował się też zwyczaj umieszczania przy domu panny o nienajlepszej reputacji słomianego wiechcia zamiast zielonego drzewka. Taki rodowód ma najprawdopodobniej przysłowie: Na Zielone Świota wstydzom sie dziwconta - echo potęgi sankcji społecznej, zjawiska prawie zupełnie już nieznanego współczesnym anonimowym zbiorowościom.

W niektórych regionach, we wtorek po nabożeństwie wyruszała procesja, która obchodziła granice pól. Zatrzymywano się przy mijanych przydrożnych kapliczkach przystrojonych z tej okazji gałęziami i kwiatami, prosząc Stwórcę o dobre urodzaje i zachowanie od klęsk żywiołowych.

Od 1931 roku Zielone Święta stały się w Polsce świętem ruchu ludowego szczególnie “pielęgnowanym“ po II wojnie światowej, w czasach komunizmu, jako świecka uroczystość mająca zastąpić obchody kościelne.
BOSKIE SŁOWA
1. Świętujemy dziś Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Dzisiejsza uroczystość jest doskonałą okazją, aby 
     przypomnieć sobie o darach Ducha Świętego, które otrzymaliśmy podczas bierzmowania. Módlmy się
     dziś z mocą, abyśmy zawsze potrafili je wykorzystać w naszym codziennym życiu.

2. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.

3. W dalszym ciągu serdecznie zapraszam na nabożeństwa majowe.

4. Za tydzień kolejna wpłata na remonty i inwestycje przy Parafii.

5. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. W dzisiejszym numerze obrazek z modlitwą św. Rity. Nad
     Wisłą gwałtownie rośnie kult świętej Rity „od spraw niemożliwych”. Polecam również ciekawy artykuł,
     jak wymodlić dobrego męża i dobrą żonę?

6. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny od n-ru  1 - P. Spyrka do n-ru 19 - P. Michulec oraz rodzina
     Blacharski. Dziękuję rodzinom: Ziętek, Pasiut, Kulig, Sula, Janoszek, Gula za posprzątanie świątyni.


Łukasz Stec OFMCap
Głos ojca Pio 93/3/2015
Za każdym razem cieszę się, że mogę spotkać znane twarze na szlaku, powrócić do omawianych wcześniej tematów, posłuchać, jak Pan Bóg działa w życiu innych ludzi. Dostrzegam wtedy sens życia, który On niekiedy pokazuje w sposób dla nas niepojęty.

Młodzieńcza fascynacja wędrówką

Wszystko zaczęło się przed rozpoczęciem szkoły średniej, kiedy mój tato wybrał się na pierwszą tarnowską pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę (1983). Opowiedziane przez niego doświadczenie zachęciło mnie i moją siostrę do spróbowania sił. Kiedy nadszedł sierpień kolejnego roku, wziąłem gitarę i ruszyliśmy w drogę. Szybko się okazało, że tego właśnie potrzebowałem. Była to druga piesza pielgrzymka tarnowska.

Pamiętam, że nie przeżycia religijne były dla mnie wtedy najważniejsze, ale fakt dzielenia się nimi z ludźmi takimi jak ja, z młodzieżą, która entuzjastycznie przeżywa swoją wiarę. Jako ministrant, lektor, codziennie obecny na Eucharystii, zobaczyłem, że chcę wiarę przeżywać właśnie tak - we wspólnocie młodych ludzi, jakby poszerzając moje dotychczasowe doświadczenie, związane w zasadzie tylko z parafią.

Powody wyruszenia na moją pierwszą pielgrzymkę daleko odbiegały od prawdziwie chrześcijańskich. Chciałem przede wszystkim znaleźć grupę ludzi odczuwających tak jak ja, chciałem błysnąć grą na gitarze i śpiewem, może poznać ciekawą dziewczynę, a przy okazji się pomodlić. Motywacje religijne były, jak to dzisiaj oceniam, drugorzędne. Po pierwszej pielgrzymkowej przygodzie rozpoczął się także mój związek z Ruchem Światło-Życie, który trwał cztery lata. W ten sposób przeżyłem czasy licealne. Moja formacja chrześcijańska to zasadniczo parafia, Oaza i pielgrzymowanie.

W tym czasie pojawiło się w moim życiu wiele innych doświadczeń, które przeżywałem równolegle: młodzieńcze miłości, gra w zespole heavymetalowym, zawsze obecny w moim życiu sport itp. Owe doświadczenia nie wykluczały się nawzajem. Raczej je łączyłem. Dzisiaj uważam, że było to dobre.

Poszukiwanie drogi życiowej

W miarę fizycznego i duchowego wzrostu zaczęło się rodzić w moim sercu (wraz z wszystkimi innymi pragnieniami nastoletniego mężczyzny) powołanie zakonne. Każdy rok szkoły średniej kończyłem pielgrzymką, na której dziękowałem Maryi za wstawiennictwo u jej Syna i prosiłem o światło na następny rok. Moje słabości w tym czasie były tak wielkie (przynajmniej tak je przeżywałem), że nie pozostawało mi nic innego, jak tylko zawierzenie. Czułem, że pomimo pewnych osobistych słabości mogę Maryi przedstawić dosłownie wszystko, aby Ona z kolei mogła za mną orędować u swego Syna. Także w sferze ducha uczyłem się łączyć pragnienia duchowe i moją osobistą kruchość. Teraz widzę w tym rękę Boga, która mnie prowadziła. Tak było przez cztery lata - trzy szkoły średniej i rok studiów.

Po ukończeniu szkoły średniej postanowiłem wstąpić do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Kiedy już się zdecydowałem, dostałem odpowiedź odmowną ze względu na zbyt późny termin zgłoszenia. Jednocześnie zasugerowano mi, że powinienem dobrze przemyśleć swoją decyzję. Szczególnie ta druga argumentacja była dla mnie przekonująca. Zobaczyłem jasno, że nie mogę podejmować tak ważnej decyzji „z marszu”. Rozpocząłem studia. Zrobiłem to tylko dlatego, żeby mnie nie wzięli do wojska (były to ostatnie lata komunizmu w Polsce). Ten rok studiów był pod szczególną opieką Maryi. W sierpniu 1988 roku nie mogłem pójść na pielgrzymkę, ponieważ byłem już w postulacie Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Czułem żal z rezygnacji z pielgrzymowania, ale wydawało mi się oczywiste, że pewne sprawy (było ich bardzo dużo) muszę pozostawić, jeśli chcę iść za Chrystusem drogą Franciszka z Asyżu.

Od tego momentu skończyło się moje regularne pielgrzymowanie na Jasną Górę. Stało się tak również dlatego, że czas studiów filozoficzno-teologicznych spędziłem za granicą. Był jednak jeden rok (1994), kiedy czas mojego wakacyjnego wypoczynku zbiegł się z pielgrzymką. Oczywiście wykorzystałem tę okazję i jako diakon znów wyruszyłem na szlak pielgrzymki tarnowskiej, powierzając Matce Bożej moje kapłaństwo.

Powrót do pielgrzymowania

Dalszy pobyt za granicą, a potem różne obowiązki duszpasterskie i formacyjne w zakonie sprawiły, że kolejna przerwa w pielgrzymowaniu była jeszcze dłuższa. Na szlak wróciłem dopiero w 2007 roku, kiedy kończyłem posługę magistra nowicjatu. Tym razem wyruszyłem z pielgrzymką krakowską. Namówił mnie mój współbrat, ojciec Bolesław Kanach, który od trzydziestu lat dzielnie pielgrzymuje z diecezją krakowską. Nasza grupa 3’, pod wezwaniem św. Ojca Pio, składała się z braci i sióstr z kapucyńskich klasztorów Sędziszowa Małopolskiego i Krosna oraz okolic

W ciągu ostatnich ośmiu lat tylko raz zdarzyło się, że nie mogłem uczestniczyć w wędrówce do Częstochowy. Cała sprawa jest dla mnie trochę tajemnicza, jakby nie przeze mnie prowadzona. Po tym, jak uznałem, że ten młodzieńczy sposób przeżywania wiary już się zakończył, pielgrzymka sama wróciła do mnie. Ojciec Bolesław nigdy mnie zbytnio nie namawiał. Ja także nigdy niczego nie obiecywałem, ale jakoś tak wychodziło, że znajdował się czas i przychodziło pragnienie. Myślę, że sama Maryja chce mnie na tych pielgrzymkach. Chce, żebym szedł do niej i przypomina mi o sobie oraz o miejscu, jakie chce zajmować w moim życiu.

Oczywiście szybko zdałem sobie sprawę, że pielgrzymowanie może mi zaoferować o wiele więcej, niż sądziłem, kiedy próbowałem ograniczyć jego funkcję w moim życiu tylko do młodzieńczego sposobu przeżywania wiary. Zrozumiałem, że pielgrzymka jest metaforą życia. Odkrycie to harmonizowało także z moim kapucyńskim powołaniem. Nasze konstytucje zakonne podkreślają, że mamy być jak pielgrzymi i przechodnie na tym świecie w drodze do Królestwa. Motyw pielgrzymowania razem z Ludem Bożym, blisko ludzi jest w naszej tradycji zakonnej bardzo mocny. Doświadczenie spotkań z ludźmi pokazało mi, że oni chcą nawiązywać z nami relacje braterskiej bliskości, może nawet pewnej dobrze rozumianej swobody. My natomiast także czujemy się w tej bliskości dobrze i pomaga nam ona w przeżywaniu naszego charyzmatu w Kościele.

Odnajdywanie śladów Pana Boga

Może zabrzmi to dziwnie, ale pielgrzymuję ze względu na możliwość poznania ludzi i przeżywania życia przez kilka dni tak jak oni. Pielgrzymuję nie tylko i nie przede wszystkim jako kapłan dla ludzi, ale głównie jako chrześcijanin, osoba wierząca. Potrzebuję zobaczyć na własne oczy złożony w braciach i siostrach przez samego Boga ich charyzmat, szczególny dar, powołanie. Oczywiście wiąże się to z wysiłkiem patrzenia z wiarą na historię każdego człowieka i odnajdywania w niej śladów obecności Najwyższego. Dla mnie, jako kapłana, jest to doświadczenie życiodajne. To okazja doświadczenia wielkich dzieł Boga, wielbienia Go, dziękczynienia za Jego dary, za bogactwo, jakie każdy z nas wnosi do Kościoła. Daję sobie prawo, żeby przede wszystkim czerpać, uczyć się i posługiwać. Historia mojego życia jest pokarmem dla mojej wiary, a dzieje życia moich braci i sióstr - umocnieniem.

Za każdym razem cieszę się, że mogę spotkać na szlaku znane twarze (często te same osoby, nawet tak samo ubrane), powrócić do omawianych wcześniej tematów, posłuchać jak Pan Bóg działa w życiu innych ludzi. Dostrzegam wtedy sens życia, który On niekiedy pokazuje w sposób dla nas niepojęty.

Prowadzi mnie Maryja

Czas pielgrzymki daje możliwość pozostawienia miejsca posługi i codziennej aktywności, by wyruszyć (jak Maryja do Elżbiety) ku innym. Odejście od swoich zajęć i kontakt z człowiekiem oraz naturą owocują później większym spokojem, harmonią, dystansem do siebie, innych ludzi, do spraw, które wydają się czasem najważniejsze i do załatwienia wyłącznie przez siebie samego.

Klimat pielgrzymowania jest szczególny także dlatego, że patronuje mi Maryja. Ten piękny rys charakterystyczny dla Kościoła katolickiego może na pielgrzymce zajaśnieć w pełni: to Maryja, pokorna Służebnica Pańska, we właściwy sobie sposób gromadzi całe bogactwo Kościoła, wszystkie stany, różne grupy, ruchy i stowarzyszenia. Ta jedność jest możliwa właśnie w klimacie maryjnym, pełnym cichości, zasłuchania, otwartości, robienia miejsca drugiemu. Także ten rys duchowości maryjnej jest mi bliski, bo przecież św. Franciszek wybrał małość (minoritas) jako jedyną słuszną postawę człowieka wobec Boga, drugiego brata i siostry oraz stworzenia.

Jest jeszcze jeden wątek maryjny, który szczególnie przeżywam na pielgrzymce. Myślę o wydarzeniu w Wieczerniku po zmartwychwstaniu Chrystusa, kiedy wraz z apostołami oczekiwała na Ducha Świętego (Dz 1,14). Ten moment pokazuje, że Maryja była obecna już u początków pielgrzymowania Kościoła. Ta, która, jak mówi św. Franciszek, „stała się Kościołem”, wciąż pielgrzymuje ze swoimi dziećmi i uczy życia we wspólnocie.

Maryja w ikonie jasnogórskiej wskazuje na swego Syna. Nie chce zatrzymywać naszej uwagi na sobie, nie chce przesłaniać sobą Jezusa, ale do Niego kierować. Z Maryją Ewangelia staje się bardziej zrozumiała i prosta. Z Maryją można najłatwiej spotkać Tego, który nazwał siebie Drogą (J 14,6).
PANORAMA KOŚCIOŁA
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
GALERIA ZDJĘĆ
PARAFIA STARY LAS 2011-2015  WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE