ŚW. MARCIN
Małgorzata Szewczyk
Przewodnik Katolicki 48/2014
Człowiek potrzebuje do życia sprzyjającego środowiska i dachu nad głową - rodziny i domu. W języku hebrajskim sam termin Bath oznacza dom i rodzinę (w słowach złożonych beth, np. Beth-el - dom Boga).

Bóg nie ogranicza się do dania człowiekowi tylko rodziny naturalnej i jedynie materialnego miejsca zamieszkania. On pragnie wprowadzić człowieka do własnego domu i to nie w charakterze sługi, lecz jako syna. Dlatego właśnie zamieszkawszy pośrodku Izraela, w świątyni, posłał jedynego Syna, by zbudował z kamieni żywych mieszkanie duchowe, dostępne dla wszystkich ludzi.

Potrzeba posiadania domu jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Im większa ingerencja w życie jednostki i rodziny różnych instytucji i organizacji, tym bardziej wzrasta tendencja do indywidualizacji życia i prywatności. Słowa związane z pojęciem domu mają wielką wagę, bo język jest odzwierciedleniem tego co myślimy. Uprzemysłowienie Europy w wiekach średnich zaznaczyło się we wszystkich aspektach życia codziennego, także w życiu domowym. Ludzie biedni mieli tak małe domy, że życie rodzinne było ograniczone, a ciasne, jednoizbowe nory były zaledwie schronieniem. Dzieci starsze szły na służbę, wcześnie rozstając się z rodziną, tylko maleńkie pozostawały z rodzicami. Swobodę korzystania z dobrobytu ekonomicznego mieli mieszczanie. Typowy mieszczański dom w XVI wieku służył jako miejsce do mieszkania i do pracy zarazem. Główną kondygnację domu zajmował sklep, a jeśli właściciel był rzemieślnikiem, to pracownia lub warsztat. Powierzchnię mieszkalną dla rodziny tworzyło jedno ogromne pomieszczenie, otwarte aż po belki stropowe. Tutaj gotowano, spożywano posiłki, tu odpoczywano i spano. Pomieszczenie to było umeblowane niezwykle prostymi sprzętami. Najczęściej były to skrzynie, które służyły równocześnie za siedziska i schowki, ławy, stołki i stoły rozstawione na kobyłkach. Łóżka były też składane. Poza gotowaniem i spożywaniem posiłków, w pomieszczeniu tym przyjmowano gości, załatwiano interesy, a w nocy służyło ono do spania. Wypełnianie tych funkcji umożliwiało ustawiczne przestawianie sprzętów, usuwanie jednych i wnoszenie innych. W domach tych mieszkała duża liczba ludzi: właściwa rodzina, najemni pracownicy, służba, przyjaciele. Gromada licząca dwadzieścia pięć osób nie była rzadkością, wobec tego niemożliwa była wszelka prywatność. Od końca średniowiecza aż do XVII wieku warunki domowego życia zmieniały się bardzo powoli.

Pojawienie się wynajmowanych pomieszczeń do pracy sprawiło, że dom zaczął stawać się dla świata zewnętrznego bardziej prywatnym miejscem. Jednocześnie rosło poczucie intymności i utożsamianie domu wyłącznie z życiem rodzinnym. Rosnące coraz bardziej poczucie intymności było „wynalazkiem” nie mniejszym niż usprawnienia techniczne. Zbyt ryzykowne byłoby twierdzenie, że idea domu rodzinnego po raz pierwszy zaistniała w świadomości człowieka w jakimś określonym miejscu czy czasie. Trudno też doszukiwać się indywidualnego twórcy, którego intuicji można by to zawdzięczać. Miejsce zamieszkania zmieniło się w prawdziwy dom, pociągając za sobą prywatność i domowość, która kojarzy się z rodziną, swojskością, oddaleniem, a także ze znaczeniem domu urzeczywistniającym, a nie tylko chroniącym te uczucia. Dom przestał być odgrodzeniem od rozmaitych niebezpieczeństw i schronieniem przed obcymi; chociaż te ważne funkcje pozostały, to jednak stał się siedzibą rodziny i jej prywatnego życia. I tak np. angielski mieszczański dom był zamkniętym światem, gdzie wpuszczano tylko gości dobrze widzianych, resztę trzymano na dystans, a spokój rodziny i jednostki był tak rzadko naruszany, jak tylko to było możliwe. Etykieta domowa opierała się przede wszystkim na powściągliwości; najbliżsi sąsiedzi doręczali przez służących liściki, żeby uniknąć niezapowiedzianych wizyt. Niegrzecznie było „wpadać” bez zapowiedzenia się nawet do bliskich przyjaciół. Należało przedtem zostawić swój bilet wizytowy i poczekać na odpowiedź. To Anglicy ukuli porzekadło: „Mój dom - moja twierdza”. Nie znaczy to wcale, że życie tej twierdzy ma być odizolowane od reszty świata głęboką fosą i murem obronnym. Właściwe wyważanie zamknięcia wewnętrznego rodziny w domu, aby zachowując swą prywatność włączała się ona w tok wydarzeń otaczającego świata, jest niezwykle istotne dla jej dobrego funkcjonowania. Pod tym względem poszczególne domy bardzo się między sobą różnią. Spotykamy domy podobne do twierdz, do których nikogo się nie wpuszcza w obawie przed krytyką, zabrudzeniem pomieszczeń, bądź zdaniem domowników nikt nie jest godny dostąpienia zaszczytu zaproszenia. W takich domach nikt nie gości i domownicy właściwie u nikogo również nie bywają. Z wychowawczego punktu widzenia zarówno dom - twierdza jak i dom otwarty nie stwarzają korzystnego środowiska życia dziecka. Domy - twierdze kształtują rodzaj egoizmu grupowego, który dziecko bardzo wcześnie sobie przyswaja, a to z kolei utrudnia nawiązywanie kontaktów i współżycie z innymi ludźmi, natomiast domy otwarte sprawiają, że dziecko przestaje różnicować kręgi bliskości. Wielość osób przewijających się przez dom kształtuje w nim przekonanie, że wszystko można dawać bez wyboru, z jednakowym natężeniem uczuciowym i w tym samym zakresie. Tymczasem dla kształtowania osobowości ogromnie ważne jest zrozumienie, że chociaż zawsze powinniśmy być gotowi do świadczenia na rzecz innych ludzi, a także brania od nich w razie potrzeby, to jedną z ważnych cech przystosowania się do świata dorosłych jest umiejętność rozróżnienia kręgów swojej aktywności i odpowiedzialności.

Dom rodzinny

Człowiek bardzo pragnie mieć jakieś miejsce, w którym czułby się u siebie, jakieś gniazdo, jak mówi stare przysłowie, jakiś dach, który by osłaniał jego prywatne życie. Chce mieć takie miejsce schronienia we własnym kraju, gdzie znajduje się jego dom rodzinny i dziedzictwo, którego nikt nie powinien go pozbawiać, ani nawet pragnąć jego własności.

Dom przedstawia tak wielką wartość, że ten który dopiero co go zbudował, nie powinien być pozbawiony szczęścia radowania się nim. Dlatego w Izraelu prawo zwalniało z pojęcia ryzyka wojny (nawet gdyby to była wojna święta) człowieka, który dopiero co zbudował sobie dom. W domu rodzinnym dziecko uczy się właściwych sposobów reagowania i zachowania, nabywa to, co potocznie określa się mianem obycia, ogłady. Starsze pokolenie zna określenie kindersztuba. Oznaczało owe dobre podstawy wychowania, wyniesione z domu rodzinnego, przede wszystkim ogładę i kulturę w sposobie zachowania się. Jeżeli u dziecka, a potem u człowieka dorosłego nie występują wymienione cechy, jest to wyraz zaniedbań wychowawczych lub niskiego poziomu kulturalnego domu, w którym się wychowywał. Parafrazując włoskie przysłowie, można powiedzieć, że tylko „ten ma dobry cień, kto się opiera o dobre drzewo”.

Drzewem”, z którego człowiek wyrasta, jest jego dom. Zatem nie jest obojętne, jaki kształt pragniemy nadać swojemu domowi, jakie wiążemy z nim pragnienia i jakie naszym zdaniem potrzeby powinien on zaspakajać. Męskie pojęcie domu kojarzy się najczęściej z czymś w rodzaju azylu. Powieść Juliana Kawalca Szukam domu zaczyna się słowami: „Szukam cichego domu, bo jestem zmęczony i dość już mam dużego miasta. Najlepiej, żeby ten dom był na wsi i stał w środku sadu. Nie chcę, żeby był duży, powinien być niewielki, ale solidny”. W powieści tej dom jest schroniskiem, azylem dla jego bohatera po życiu niezbyt łatwym, a zarazem powrotem do otoczenia pamiętanego z dzieciństwa. Natomiast kobiecy pogląd na dom jest zazwyczaj dynamiczny i dotyczy nie tylko odpoczynku, ale także życia rodzinnego i pracy, potrzeby wsparcia i bezpieczeństwa emocjonalnego. Dobre samopoczucie w domu jest jedną z podstawowych potrzeb ludzkich, głęboko zakorzenioną, którą człowiek stara się zaspokoić w bliskich kontaktach z członkami rodziny. Dom jest więc miejscem, w którym oczekujemy, że w sposób zgodny żyć potrafią ludzie o różnych charakterach, bez względu na różnice. Bowiem wspólny dom może łączyć, ale może także bardzo boleśnie dzielić. Żeby uniknąć tej drugiej ewentualności, konieczne jest zrozumienie i przyswojenie podstawowych zasad współżycia, które dotyczą m.in.: odmienności poglądów, zainteresowań, nawyków; szacunku dla wspólnie ustalonych reguł zachowania; przestrzeganie prawa do bezpiecznego różnienia się między sobą.

W domu rodzinnym działają siły tworzące więź rodzinną, które sprawiają, że w jednych domach obserwujemy wysoki stopień skonsolidowania, natomiast w innych brakuje tych właściwości. Prawdziwy dom z czasem obrasta szczególnymi, charakterystycznymi dla rodziny obyczajami, nasyca się zindywidualizowaną, niepowtarzalną atmosferą, aby przybrać ostatecznie realny kształt z odrębnymi w identycznych budynkach i mieszkaniach, oraz niepowtarzalnym wystrojem, dającym poczucie zadomowienia. Dom ma swoisty mikroklimat, w którym rytm życia w skali dnia, miesiąca, roku posiada wyraźne uzasadnienie komponenty środowiskowe.

Dziedzictwo domu rodzinnego to nie tylko ziemia i szereg innych wartości materialnych, ale także ideały moralne dziedziczone na mocy przekazu od naszych przodków, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przy sztywnym przekazie tradycji domu rodzinnego młode pokolenie, odchodzące od grupy wyjściowej, będzie się buntować. W przekazie tradycji, w dążeniu do pozostania przy własnych korzeniach, pierwszoplanową kwestią staje się ratowanie personalistycznego charakteru rodzinny, jako grupy odrębnej, ale spełniającej wobec społeczeństwa podstawową misję przekazu wartości. Możliwość i skuteczność dokonania się przekazu wartości nadrzędnych kulturowych, etycznych, moralnych, które stanowią o losie nie tylko jednostek wyrastających z domu rodzinnego, zależą od zachowania więzi wspólnotowych w rodzinie, utrzymania i rozwoju klimatu uczuciowego, w którym dominują uczucia pozytywne. Ta zależność jest charakterystyczna, pozwala ona na stwierdzenie, że związek między dbałością o prawidłowy klimat kontaktów interpersonalnych w domu a prawidłowym przekazem wartości nadrzędnych jest bardziej istotowy, aniżeli koncentracja uwagi na samym słownym przekazie wartości. Wszelkie wysiłki wychowawcze mogą pozostać bezowocne przy zaburzonym kontakcie międzyosobowym oraz chłodnym klimacie uczuciowym panującym w domu. Ludzie starają się tak przekształcić swe najbliższe otoczenie, aby odpowiadało ono ich potrzebom i zapewniało maksimum wygody. Dobieranie kolorów, stylu, kształtu i rozmiarów przestrzeni, w której przebywają, stwarza im możliwość samorealizacji. Wolny od stresów dom to miejsce, w którym harmonijnie połączone są ze sobą dźwięk i cisza, różne kolory, światło i cień oraz bezkonfliktowy sposób życia ludzi. To także wydzielona przestrzeń przeznaczona do pracy, odpoczynku, ćwiczeń i medytacji. Światło - jego spektrum, natężenie i kierunek podania oraz jakość powietrza - jego czystość, świeżość i wilgotność wyznacza różnicę pomiędzy komfortem i niewygodą w domu, między poczuciem harmonii z otoczeniem a dysharmonią. Jeśli wymienione czynniki współgrają ze sobą, wytwarza się wówczas specyficzny charakter miejsca, w którym się przebywa i do którego chętnie się wraca.

Dom jako kategoria pedagogiczna

W badaniach pedagogicznych nad tym pojęciem wyodrębnia się dwa nurty: empiryczno-analityczny oraz humanistyczny. Teoretyczną podstawą są socjologiczne teorie rodziny. Terminy, takie jak np. rodzina ujmowana jako grupa społeczna, jako środowisko społeczno-wychowawcze, sytuacje społeczne, interakcje w rodzinie, tworzą aparaturę pojęciową socjologii, określają społeczny charakter rodziny i funkcje, jakie pełni ona w społeczeństwie.

Socjologiczna orientacja w badaniach pedagogicznych nad rodziną występująca w badaniach empiryczno- analitycznych stanowi jedno z teoretycznych ujęć tej problematyki.

Aby dostrzec ukryte dla zewnętrznej obserwacji różne sytuacje w rodzinie, wewnętrzne mechanizmy jej funkcjonowania, warunki, atmosferę, siłę więzi emocjonalnej, klimat życia rodzinnego i zrozumieć, jakie znaczenie i jaką wartość mają one dla rodziny i jej poszczególnych członków, zwłaszcza w rozwoju dziecka, dla procesów integracji rodziny - należałoby przyjąć kategorię domu rodzinnego z całym jego bogactwem duchowym.

Każdy człowiek pragnie mieć dom, który byłby dla niego miejscem bezpiecznym. Potrzeba posiadania domu w postaci zmaterializowanej i niezmaterializowanej jest jedną z podstawowych potrzeb ludzkich. Dom tworzy jednak przede wszystkim rodzina, jej domownicy. Jest to teren życia dziecka i jego dzieciństwa. Każda wspólnota rodzinna jest nierozerwalnie związana z domem rodzinnym, ze wspólnym zamieszkaniem. Jedność miejsca zamieszkania rodzina zapewnia rodziny zapewnia stałość codziennych kontaktów i spotkań. Dom rodzinny „budują” , charakteryzują jego specyficzne właściwości, takie jak: bliskość, więź emocjonalna między członkami rodziny: intymność, poczucie bezpieczeństwa, doświadczenie domu, hierarchiczność domu, otwartość; miejsce spotkań i dialogu; prywatność, szczęście, miłość, kultura, zwyczaje; zagospodarowana przestrzeń zbiór znaczących przedmiotów.

Dom rodzinny jest miejscem wspólnego przebywania, wzajemnych kontaktów, pracy, wypoczynku, świętowania wszystkich członków społeczności rodzinnej. Współzamieszkanie to jeden, z elementów trwałości życia rodzinnego. Jego wartość tkwi m.in. w tym, że może to być miejsce prawdziwego spotkania najbliższych osób. Bliskość dziecka z rodzicami i innymi członkami tej wspólnoty kształtuje się przez codzienne i bardzo specyficzne obcowania ze sobą. Wzajemna miłość małżonków, rodziców, dzieci, rodzeństwa, wspólnie realizowane cele, wspólne dążenia, wzajemna odpowiedzialność za siebie czynią ze zwykłego domu - dom bezpieczny. W ten sposób staje się on miejscem życia i rozwoju dziecka, gromadzenia pierwszych doświadczeń, przeżyć, zdobywania podstawowej wiedzy o świecie, norm moralno-społecznych, systemu wartości, międzyludzkiej komunikacji, współprzeżywania.

Dom rodzinny daje swym członkom poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie jest otwarty dla innych. Jest miejscem wypoczynku rodzinnego. Jego cechą dystynktywną jest naturalny, nieformalny charakter. Realizuje się on przez codzienne obcowanie ze sobą, spotkania, dialog, interakcje miedzy członkami rodziny. Wypoczynek rodzinny przez różne formy i sposoby jego wykorzystania można tworzyć sytuacje wychowawcze prowadzące do rozwoju dzieci, do integracji rodziny. Dom rodzinny mieści też w sobie pustkę po odejściu osób najbliższych. Śmierć bliskich wywołuje ową pustkę domu, ale nie wyłącza ich z kręgu rodziny. Pozostaje pamięć o najbliższych, wdzięczność za wspólne lata, miłość, trud i radość wspólnego „budowania” domu. Są również domy naznaczone krzywdą, bolesnymi przeżyciami dziecka, np. w rodzinie niepełnej na skutek rozwodu rodziców, w rodzinie z problemem alkoholowym, w rodzinie w której występuje przemoc.

Dla współczesnych Polaków dom jest przede wszystkim źródłem poczucia bezpieczeństwa, oparcia i pomocy; miejscem ciepła i miłości, najważniejszym i nieporównywalnym z niczym innym; miejscem kultywowania tradycji, wartości moralno-społecznych; spotkania z najbliższymi, prawdziwy dom rodzinny jest miejscem, w którym każdy ma poczucie, że jest akceptowany, rozumiany, obdarzany szacunkiem, zainteresowaniem.

Dom dla mnie

Dom rodzinny jest zasadniczym miejscem kształtowania człowieka. Człowiek jest istotą, która potrzebuje „gniazda”, domu rodzinnego, by mogła zaistnieć w pełni. W domu człowiek doświadcza sensu swej jedności z innymi członkami rodziny. Osobotwórcza rola gniazda rodzinnego spełnia się w dwóch kierunkach: w odniesieniu do dziecka oraz w odniesieniu do innych członków rodziny, którzy w kontaktach z rozwijającym się człowiekiem wzbogacają swą osobowość. Od doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego nie można się odciąć. To co powstaje pod pojęciem „nowego”, nie powstaje w oderwaniu od przeszłości. Bezkrytyczna wiara w możliwość odcięcia się od wartości wyniesionych z rodzinnego domu wydaje się nieuzasadniona. W momencie, kiedy młodzi ludzie decydują się na wspólne życie, dają tym aktem ufności początek nowemu domowi, bo dom „to tam jest, gdzie choćby pod gołym niebem ludzie są razem”. To ich współżycie, ich wzajemny do siebie stosunek, jak i do świata zewnętrznego i reprezentowanych przez niego wartości.

Z sentymentem wspominam swój rodzinny dom. Rodzice zawsze mieli dla nas czas. Oczywiście nie brakowało codziennych trosk i kłopotów, jak w każdej rodzinie. Zapamiętałam z rodzinnego domu ciepłą atmosferę i wzajemną troskę rodziców o wychowanie nas - dwójki swoich córek. Bardzo często rodzice przypominali nam, jak ważna jest nauka, dbali, abyśmy regularnie uczęszczali do szkoły, wypytywali o oceny, pomagali w odrabianiu lekcji. Oglądanie programów telewizyjnych odbywało się pod ścisłą kontrolą. Nie słyszałam, aby któreś z rodziców przeklinało. W okresie Bożego Narodzenia śpiewaliśmy wieczorem kolędy. W każdy piątek przestrzegaliśmy postów. W sobotę należało przygotować się do dnia świątecznego: posprzątać, uprasować ubranie, wyczyścić buty. Nikt nikogo nie pytał, czy idzie w niedzielę do kościoła - to było oczywiste. Najczęściej wybieraliśmy się całą rodziną na godzinę 11.00. Nie pamiętam, aby przeszkadzał nam w tym deszcz czy śnieg. Często widziałam rodziców przystępujących do komunii św. Zawsze pamiętali o rekolekcjach i na ten czas odkładali wiele prac na później. Z lat dziecięcych wyniosłam wielkie przywiązanie do przeżywania Triduum Paschalnego. Chociaż sytuacja zmusiła mnie do wczesnego opuszczenia domu rodzinnego, to mocne zasady, jakie z niego wyniosłam, zaowocowały w moim samodzielnym życiu. Pobyt w nowym miejscu zaczynałam o znalezienia pobliskiego kościoła, później Duszpasterstwa Akademickiego. To tu spotkałam ludzi myślących podobnie, tu zdobywałam formację duchową na dalsze lata życia, tu czułam się dobrze i pewnie.
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
 
BOSKIE SŁOWA
"GŁĘBOKI SENS"
CODZIENNOŚĆ NIE DLA MIĘCZAKÓW
Barbara Trzos
Wychowawca 1/2016
MOJE MIEJSCE NA ZIEMI
 
Po co nam dzisiaj zakony? Pewnie po to, by przypomnieć, że w życiu najpierw powinno się szukać Pana Boga, a naśladowanie Go w codzienności uznać za najwyższą wartość, co czynią mnisi i mniszki żyjący obok nas i między nami.

Po czym poznać osobę konsekrowaną? Po habicie i po stylu życia. Banalna odpowiedź? Nie, bo mnich czy mniszka nie może być „bierny, mierny, ale wierny”. Życie zakonne nie jest dla mięczaków. Mnich czy mniszka, choć za klauzurą, zawsze jakoś „nadąża” za światem i ma coś o nim do powiedzenia. Ale to nie wszystko, bo w klasztorze najpierw trzeba szukać Boga. Rzeczą wiary nie jest bowiem przymus tylko świadectwo.

Bóg na pierwszym miejscu

Kiedy na początku lat 80. XX w. matka Angelika, przełożona klasztoru Klarysek od Wieczystej Adoracji, postanowiła zrealizować obietnicę złożoną Bogu po wypadku: „Jeśli pozwolisz mi chodzić, wybuduję Ci klasztor na południu” - nie miała ani biznesplanu, ani koniecznej wiedzy, a jej budżet wynosił… 200 dolarów. „Praca dla królestwa Bożego to mój problem, kasa to problem Pana Boga. Jeśli zajmę się tym, co do mnie należy, Bóg zrobi swoje” - lubiła powtarzać i Pan Bóg rzeczywiście „robił swoje”. Ta 91-letnia dziś zakonnica została założycielką klasztoru Matki Bożej Anielskiej w Birmingham, w amerykańskim stanie Alabama, a także największej telewizji i radiostacji katolickiej na świecie. Telewizja Wiecznego Słowa (EWTN), emitująca program w językach: angielskim, hiszpańskim, francuskim i niemieckim, dociera obecnie do ponad 200 mln domów w 140 krajach. Choć dziś programy z założycielką stacji, która w 2001 r. z powodu wylewu krwi do mózgu została sparaliżowana i utraciła możliwość mówienia, są retransmitowane, to nadal cieszą się dużą popularnością. W czym tkwi medialny sukces EWTN? Matka Angelika przekonuje, że paradoksalnie brak pieniędzy jest źródłem medialnego sukcesu: „Życie bez grosza stanowi tajemnice sukcesu EWTN. Będąc bez grosza, potrzebujemy pomocy. Potrzebując pomocy, zwracamy się do Boga. A ponieważ nieustannie jesteśmy bez grosza, nieustannie zwracamy się do Boga”. I jeszcze jeden przykład sprzed kilku miesięcy. Międzynarodowe media obiegła niezrozumiała dla wielu wiadomość o decyzji, jaką podjęła popularna hiszpańska modelka, Olalla Oliveros, znana z seriali i reklam telewizyjnych. 36-letnia kobieta, będąc u szczytu kariery, postanowiła wstąpić do klasztoru Wspólnoty św. Michała Archanioła w Madrycie, przybierając imię „Olalla del Si de Maria” (od „tak”, które powiedziała Maria). Swoje zakonne powołanie odkryła podczas pobytu w sanktuarium w Fatimie: „Jezus zapytał, czy podążę za Nim, a ja nie mogłam odmówić” - wyznała hiszpańskiej prasie Oliveros.

Papież Franciszek, ogłaszając Rok Życia Konsekrowanego, przeżywanego pod hasłem: „Ewangelia, proroctwo, nadzieja - życie konsekrowane w Kościele dzisiaj”, podkreślił, że „życie konsekrowane jest złożone, jest pełne łaski, ale i grzeszności. (…) pragniemy z mocą pokazać światu, ile wśród nas jest świętości (…), która sprawia, że konsekrowani są «żywymi ikonami Boga» po trzykroć świętego”. Ich życie ma zdumiewać i pociągać ludzi, a przede wszystkim przypominać, że to Pan Bóg powinien być w życiu człowieka na pierwszym miejscu. Sedno życia zakonnego tkwi właśnie w pełnej ufności wierności Bogu i odpowiadaniu na wezwanie do pokonywania niewoli pożądliwości oczu i uszu, konsumpcjonizmu, autonomii i egoizmu - wyniesionych obecnie do rangi najwyższych wartości. W taki sposób, jak uczyniły to przywołane powyżej zakonnice.

Jak życie pierwszych chrześcijan

Klasztorna krata, habit, modlitwa, milczenie, posłuszeństwo, ubóstwo i czystość to pojęcia, które u wielu wywołują uśmiech politowania na twarzy albo nawet grymas niezadowolenia. Nie będą jednak ciężarem dla tego, kto w klasztorze nie szuka niczego innego poza Bogiem. Praktyka rad ewangelicznych pielęgnowana przez osoby konsekrowane przypomina bardziej postawę nonkonformistyczną, stoi bowiem w kontrze do tego, czym żyje współczesny świat, ale - jak widać - nie straciła na swej aktualności. Wszystko, co wyznacza rytm życia zakonnego ma swoje głębokie uzasadnienie. Zakonnik/zakonnica nie milczą, jakby nie mieli nic do powiedzenia, ale milczą, aby mógł mówić do nich Bóg.

W realizacji wezwania do czystości polegającej na wyrzeczeniu się przywilejów natury cielesnej po to, by służyć Bogu, wypełniają sens życia. Ale sens czystości nie wyczerpuje się w sprawach dotyczących ciała. Odnosi się ogólnie do stylu życia. W Biblii mówi się, że tylko człowiek o czystym sercu, czystych rękach potrafi przyjąć Boga.

Zakonnik/zakonnica żyją w skromnych, prostych celach: krzyż, łóżko, szafa, biurko, krzesło, rezygnując z przepychu, który oferuje świat, by praktykować ewangeliczne ubóstwo. Na ubóstwo można spoglądać z wielu stron, jednak Biblia nazywa człowieka wierzącego ubogim  z tego powodu, że nie czuje się on zakorzeniony w doczesności, a swą ufność pokłada w Bogu.

Zakonnik/zakonnica wiedzą, że nie ma dobrych i jednakowych przepisów na modlitwę. Nie rozpoczynają jej bowiem w momencie osiągnięcia jakiegoś duchowego poziomu, z którego można wyruszyć tylko w głąb, ale zaczynają ją w takim punkcie, w jakim właśnie się znajdują. W kontaktach z Bogiem zbędne bywa „bogactwo” wrażeń, emocji, pragnień i rzeczy, potrzebne są natomiast prostota i skupienie. Zamiast nadmiernego otwierania ust, otwierają swoje serca, by „wejść do własnej izdebki” (Mt 6, 6).

Św. Teresa z Ávila powtarzała: „Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy”. Zakon to nie cieplarnia, w której można przeżyć całe zło świata, bo wtedy - paradoksalnie staje się szklaną pułapką. Ale jak świat światem, nikt sam z siebie nie może zrobić się zakonnicą czy mnichem. Pewien mistrz nowicjatu przekonywał, że aby być dobrym zakonnikiem, najpierw trzeba być dobrym człowiekiem, potem chrześcijaninem, a na końcu dopiero zakonnikiem.

Życie zakonne jest naśladowaniem życia pierwszych chrześcijan. Oznacza to, że cechy pierwotnie charakteryzujące chrześcijan zostały przeniesione na osoby konsekrowane. Źródła monastycyzmu mają swój początek w ruchu pustelników w IV w., kiedy to wrażliwe religijnie jednostki szukały na pustyniach egipskich surowego życia poświęconego wyłącznie Bogu. Pierwszy klasztor założył w 320 r. nad Nilem św. Pachomiusz. Idea życia zakonnego z niewielkim opóźnieniem znalazła zwolenników również na zachodzie - w Galii i w Italii. „W klasztorze żyje się według Ewangelii, a na zewnątrz jego murów według prawa” - mawiał mnich św. Jan Kasjan, który na początku V w. założył dwa klasztory w Marsylii. Początkowo, do XIII w., w oparciu o reguły zakonów męskich, powstawały żeńskie zgromadzenia zakonne. Za klasztorne mury wstępowały dziewczyny z zamożnych stanów, a wiele rodzin umieszczało tam swoje córki, by uniknąć płacenia posagu. Dopiero wiek XIX i początek XX przyniosły prawdziwy rozkwit zgromadzeń zakonnych w Polsce. Wówczas to Kościół coraz silniej zaczął podejmować próby zaradzenia aktualnym problemom religijnym i społecznym i szerzył działalność misyjną. Dzisiaj na całym świecie żyje około 950 tys. osób konsekrowanych, w Polsce jest ich około 35 tys., co oznacza, że co tysięczna Polka i Polak są osobami konsekrowanymi.

***

W klasztornych murach żyją ludzie dynamiczni, kochający świat i każdego człowieka, a nie ponuracy z nosami na kwintę. W jednym z wywiadów o. Leon Knabit OSB przekonywał, że klasztorne jarzmo będzie ciężkie dla kogoś, kto a priori wyreżyseruje swoją przyszłość. Może okazać się, że zamiast upragnionej ciszy zostanie posadzony na furcie; ten, kto chciałby poświęcić się nauce i zaszyć w klasztornej bibliotece, zostanie wybrany na rekolekcjonistę i będzie często podróżował, a kto chciałby uciec od odpowiedzialności - zostanie przełożonym. Nie wystarczy, że komuś spodoba się klasztorny rytm życia, atmosfera czy typ wspólnoty. To zdecydowanie za mało. Mnich czy mniszka mają być znakiem dla sobie współczesnych, ożywiającym cały Kościół, i solą wiary dla zsekularyzowanego świata, o co apelował św. Jan Paweł II.
PANORAMA KOŚCIOŁA
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
GALERIA ZDJĘĆ
 
PARAFIA STARY LAS 2011-2015  WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE