O Bogu, który nie zapomina nikogo

Jezus wiele razy wychodzi w Ewangelii naprzeciw tym, którzy nie cieszyli się szacunkiem społeczności. Nic zatem dziwnego, że Jego postępowania narażało Go na liczne sprzeciwy, komentarze, czy – jak mówi św. Łukasz w 15 rozdziale – na szemranie ze strony uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Dlaczego szemrano?

Do Ciebie wołam, o Boże mój, pełen miłosierdzia, który mnie stworzyłeś i nie zapomniałeś o mnie wtedy, gdy ja o Tobie nie pamiętałem (św. Augustyn, Wyznania XIII,1).

W świecie faryzeuszy i uczonych w Piśmie obowiązywała zasada, która nie pozwalała na utrzymywanie kontaktów z ludźmi uznawanymi za nieczystych i grzesznych (z racji pełnionego zawodu lub życiowej sytuacji) – człowiek nie może zadawać się z nieczystym, nawet gdyby chciał go uczyć prawa.

W odpowiedzi na szemranie faryzeuszy i uczonych w Piśmie Jezus opowiada dwie krótkie przypowieści, a następnie długie opowiadanie o marnotrawnym synu. Zatrzymajmy się jednak przy dwóch pierwszych obrazach – zabłąkanej owcy i zagubionej drachmie.

Odbiorcami przypowieści są faryzeusze i uczeni w Piśmie. To do nich Jezus kieruje w pierwszym rzędzie słowo, bo jest krytykowany za otaczanie się ludźmi nieuczonymi i grzesznikami. Głównymi bohaterami przypowieści są pasterz i uboga wdowa.

Pasterz

W czasach Jezusa zawód pasterza nie cieszył się szacunkiem. To był zawód, którego raczej unikano w „dobrych” rodzinach. Chociaż w Starym Testamencie obraz pasterza odnoszony był do Mojżesza, Dawida, a nawet samego Boga, to jednak w czasach Jezusa bycie pasterzem było synonimem złodzieja i oszusta. Rabini niezbyt pochlebnie wypowiadali się na temat zawodu pasterzy, umieszczając go na wspólnym poziomie z zawodem poborców podatkowych i celników. Odbierano im także możliwość podjęcia pokuty, gdyż nie potrafili wskazać wszystkich tych, wobec których zawinili, których zranili i oszukali. Tym samym nie byli w stanie naprawić wyrządzonego zła. Nie ma pokuty bez zadośćuczynienia. Prawo nakazywało zwrot tego, co zostało ukradzione, a niemożność zwrócenia stanowiła dodatkowe wykroczenie. Zamknięta pętla, która sprawiała, że nie był możliwy powrót do Boga.

Jezus jest krytykowany, bo otacza się ludźmi, którzy zasługują jedynie na odrzucenie. W tym kontekście Jezus wygłasza przypowieść o zagubionej owcy i pasterzu. Główny bohater, pełen miłosierdzia, to pasterz – postać, która nie cieszy się szacunkiem. Jezus ukazuje miłosierne oblicze Boga wobec tych, którymi gardzono i których odrzucano. Bóg jest blisko grzeszników. Zostaje rozdzielony grzesznik i jego grzech. Święty Augustyn, komentując ten fragment Ewangelii, powie: „Miłosierdzie jest współczuciem, którego doświadcza ludzkie serce na widok słabości drugiego człowieka, uczuciem, które zmusza człowieka do udzielenia pomocy, jeżeli tylko jest to możliwe”. A św. Tomasz z Akwinu zauważa, że najdoskonalszą ludzką cnotą jest umiłowanie Boga, bo łączy człowieka z Istotą najwyższą, natomiast u Boga najdoskonalszym przymiotem jest miłosierdzie. Bóg w Jezusie Chrystusie, w swojej najgłębszej istocie jest miłosierny.

Istotna treścią przypowieści nie jest jednak los owcy, lecz grzesznika, który popadł w niełaskę. „Większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia…”. Centralna postać to pasterz, który jest obrazem Boga Ojca. „Nie jest wolą Ojca waszego, żeby zginęło jedno z tych małych” (por. Mt 18,14). Patrząc na pasterza, nie trudno dostrzec dwie jego cechy: jest pełen zapału w poszukiwaniu zabłąkanej owcy i pełen radości z jej odnalezienia. Bóg jest zainteresowany w sposób żywy odnalezieniem czegoś, co dla wielu nie ma większego znaczenia. To kolejna wskazówka dla szemrzących o niezwykłe zainteresowanie się Jezusa tymi, którzy nie cieszyli się w społeczeństwie szacunkiem – Bóg chce każdemu przywrócić godność, nie ma dla niego nieważnych dzieci.

Pasterz, który spostrzega, że owca się zagubiła, nie wpada w złość, ale niepokoi się jej losem i podejmuje poszukiwanie pełne niecierpliwości. Grzesznik, który oddala się od Boga i jest bliski zguby wywołuje niepokój Bożego serca, niepokój, który jest związany z niepewnością – można nie zdążyć go odnaleźć i nie uratować przed ostatecznym zaginięciem. Jezus w przypowieści ukazuje wielką miłość pasterza, który szuka, ale centralnym punktem przypowieści jest radość z odnalezienia. Bóg jest pełen radości szczególnie kiedy przebacza, kiedy odzyskuje człowieka. Radość Boga wypływa z udzielonej łaski miłosierdzia i wskazuje na rzeczywistość, której zwykła litość nie obejmuje – Bóg raduje się zawsze, kiedy człowiek zwraca ku Niemu swoje serce. Człowiek jest radością Bożego serca.

Co ciekawe, pasterz poszukujący owcy nie nosi imienia dobrego pasterza. Dopiero Jezus powie o sobie – Ja jestem dobrym Pasterzem. Zna swoje owce po imieniu i daje za nie życie. Delikatność pasterza z Łukaszowej Ewangelii podkreśla fakt, że pasterz bierze owcę na ramiona, by przynieść ją do stada. Jezus, dobry Pasterz, bierze poranione i zagubione owce na swoje ramiona, bierze także na ramiona grzech owiec – krzyż, by przywrócić grzesznikom godność dzieci Bożych.

Wdowa

I druga przypowieść o zagubionej drachmie. Zawiera ona wiele elementów wspólnych z przypowieścią o zagubionej owcy, ale ma również swój niepowtarzalny wymiar. Kobieta, w której domu się znajdujemy jest uboga. Jej ubóstwo jest podkreślone bardzo delikatnie. Rozpoczynając poszukiwanie drachmy, zapala światło. To nie oznacza, że poszukiwanie rozpoczęła wieczorem, lecz wskazanie jej ubóstwa. Domy ubogich były pozbawione okien, światło mogło dostać się do wnętrza jedynie przez niskie drzwi. Kobieta zamiata podłogę, prawdopodobnie przy użyciu palmowej gałęzi, ponieważ podłoga była kamienna lub z twardo ubitego podłoża. Zamiatając, mogła usłyszeć dźwięk monety nawet w półmroku. Dziesięć drachm, które kobieta posiada, to bardzo skromne utrzymanie. Dniówka pracy wynosiła jedną drachmę. Dlatego jest zainteresowana znalezieniem tej jednej drachmy, czegoś niewielkiego i bez znaczenia dla bogatego człowieka, lecz dla niej drachma ma znaczną wartość.

Św. Augustyn w Wyznaniach podkreśla pamięć kobiety. Pamięć, która pozwala jej zainteresować się stratą i rozpoznać, że to właśnie ta moneta. I ową pamięć odnosi do Boga, który pamięta o każdym człowieku, nawet najmniejszym, i kiedy człowiek się zagubi, ta Boża pamięć pomaga Ojcu go odnaleźć. Do samego siebie Augustyn odnosi się słowami przywołanymi na samym początku refleksji: „Do Ciebie wołam, o Boże mój, pełen miłosierdzia, który mnie stworzyłeś i nie zapomniałeś o mnie wtedy, gdy ja o Tobie nie pamiętałem”.

Kobieta, podobnie jak pasterz, rozpoczyna poszukiwanie monety: zapala lampę, zamiata mieszkanie, szuka z uwagą. Moneta, podobnie jak zabłąkana owca, symbolizuje grzesznika. Moneta nie czyni nic, by zostać odnalezioną. Jest całkowicie bierna – gdzieś leży. Z tego powodu ani moneta, ani owca nie są w stanie uratować się o własnych siłach. Poszukiwanie monety jest intensywne, pilne i sumienne. Aż do odnalezienia.

Kobieta, po znalezieniu monety, chce od razu podzielić się swoją radością. Radość wypełnia całe serce. „Bóg zawsze przedstawiony jest jako pełen radości, przede wszystkim, gdy przebacza. Znajdujemy w nich [w przypowieściach o miłosierdziu – przyp. red.] istotę Ewangelii oraz naszej wiary, ponieważ miłosierdzie jest ukazane jako siła, która zwycięża wszystko, która wypełnia serce miłością i pociesza przebaczeniem (por. papież Franciszek, Misericordiae vultus).

Edward Kryściak SP
eSPe122

Poszukiwanie Umiłowanego

Nie ma życia konsekrowanego z wyboru, jeśli wcześniej nie było daru Ojca udzielonego za sprawą Ducha Świętego.

Spotykam się z młodymi ludźmi w różnych stronach Polski i czasem zadaję im pytanie: "co wiecie o życiu księży lub sióstr zakonnych?". Niezmiennie pada odpowiedź: "nie mogą współżyć!" i "nie mogą mieć dzieci". Niekiedy z sugestywnym dodatkiem: "no, to znaczy - nie powinni!".

Gdy spotykam się z dorosłymi, częściej słyszę: "oddali życie na służbę Bogu" i "służą ludziom, są pożyteczni", ale w toku rozmowy wychodzi zazwyczaj niepewność: "No ale, czy nie można służyć Bogu i ludziom mając rodzinę?" albo: "Nie rozumiem, czy oddanie Bogu musi wymagać aż takiej rezygnacji?".

Te pytania padają zarówno ze strony wątpiących, jak i wierzących. Co więcej, zdarza się, że im bardziej ktoś przeżywa własne małżeństwo jako wartość i dar Boga, tym mniej rozumie: "co za ideę mają zakonnicy, pozbawiając się tego" albo "jak mogą tak żyć bez miłości…?", nawet jeśli podchodzi do życia zakonników czy księży z wynikającym z wiary szacunkiem.

Co z tym zrobić?

Niby proste: konsekracja nie jest negacją małżeństwa. Nie jest tak, że "małżonkom wolno, a konsekrowanym nie wolno" (sama myśl o takim zubożeniu rodzi opór)! A jednak w praktyce życia często spotykamy wątpliwość: "jak można tak żyć: bez… miłości, rodziny, dzieci, decydowania o sobie, pieniędzy do własnej dyspozycji…?". Więc rzeczywiście podchodzimy do życia konsekrowanego przez zaprzeczenie? Jak można inaczej?

Skąd się bierze?

Szukając słów do opisania rzeczywistości tego powołania, które przeżywam, które daje mi radość i które nieustannie odkrywam na nowo - nie znalazłam trafniejszych, niż te zawarte w adhortacji Jana Pawła II "Vita Consecrata".

"Życie konsekrowane, głęboko zakorzenione w przykładzie życia i w nauczaniu Chrystusa Pana, jest darem Boga Ojca udzielonym Jego Kościołowi za sprawą Ducha Świętego" (VC 1).

Ten rodzaj realizowania życia jest darem. Nie ma życia konsekrowanego z wyboru, jeśli wcześniej nie było daru Ojca udzielonego za sprawą Ducha Świętego. Działanie Boga, który powołuje, jest wezwaniem Pana i Króla, a zarazem pełnym miłości przywoływaniem przez Oblubieńca. Człowiek, który słyszy to wezwanie i w modlitwie je odczytuje, ma wybór - Bóg czeka na jego decyzję, podobnie jak czekał na "fiat" Niepokalanej Dziewczyny. Do czego On przywołuje i wzywa?

Do naśladowania "przykładu życia Chrystusa Pana" i pełnej realizacji Jego nauczania, czyli nie tylko przykazań, które obowiązują nas wszystkich, ale także "rad ewangelicznych", których przyjęcie jest dobrowolne i do realizacji których Pan wzywa swoich wybranych.

"Wybrani"?

To nie oznacza "lepsi", "bardziej wierzący", "zdolniejsi" - nawet jeśli "tak to brzmi". Bóg jest wolny w swoim wyborze i nie kieruje się tym, co my oceniamy jako "lepsze". On zna serce człowieka, a powołując ludzi słabych i grzesznych - objawia w nich swoją miłość i moc. "Pierwszym zadaniem życia konsekrowanego jest ukazywanie wielkich dzieł, jakich Bóg dokonuje w ułomnej ludzkiej naturze osób powołanych" (VC 20).

Powołania nie otrzymuje się za swoje talenty, za zdolności, za dobre życie, za… Powołanie to nie nagroda! (Powołanie to też nie kara!) Powołanie to łaska.

Głos Ojca i zachwyt

To jest Mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie! (Mt 17,5). "Idąc za tym wezwaniem, któremu towarzyszy wewnętrzny zachwyt, osoba powołana zawierza się miłości Boga, który ją wzywa do swojej wyłącznej służby, i poświęca się całkowicie Jemu oraz Jego zamysłowi zbawienia (por. 1 Kor 7,32-34)" (VC 17). Zachwyt ten jest realny, pociągający podobnie jak zachwyt zakochanych, i ma smak obdarowania. "Doświadczenie tej bezinteresownej miłości Boga jest tak głębokie i silne, że człowiek czuje się zobowiązany odpowiedzieć na nie bezwarunkowym poświęceniem Mu własnego życia" (VC 17).

Życie konsekrowane to nie jest życie "bez miłości"! Z pierwszego zachwytu Bogiem i obdarowania Jego ogromną miłością (to On wychodzi z inicjatywą), rodzi się pełna wdzięczności wzajemność. Rodzi się też pragnienie charakteryzujące miłość: aby przeżyć życie razem.

Ślad w ślad za Jezusem - miłość w drodze

Wpatrywanie się w Jezusa i podążanie ślad w ślad za Nim, z tym pragnieniem upodobnienia i bycia blisko, jakie charakteryzuje miłość międzyosobową - to droga rad ewangelicznych. Jeśli ta droga zakłada wyrzeczenie, to jego powodem jest konsekwentne wejście w "życie razem": rezygnacja z innej, ludzkiej relacji oblubieńczej jest tą samą rezygnacją, jaką podejmuje małżonek, aby należeć całkowicie do jednej jedynej osoby, której ślubował miłość i wierność; rezygnacja z prywatnej własności jest spójna z takim wejściem w małżeństwo, w którym staje się faktem, że "wszystko mamy wspólne"; rezygnacja z niezależności w rozporządzaniu sobą, swoim czasem, zajęciami itp. jest naturalna dla małżonka i rodzica, który swoje plany podporządkowuje potrzebom i dobru najbliższych. Wszystko z miłości!

Realizując wezwanie Ojca, słuchamy Jezusa. Słuchamy nie tylko Jego słów, wpatrujemy się także w Jego czyny i gesty, szukając ich głębokiego sensu i motywacji płynącej z Ducha Świętego, który nam został dany. Wtedy życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie odkrywa przed nami jeszcze inny, głębszy wymiar: jest wyznaniem wiary.

Przez profesję rad ewangelicznych osoba konsekrowana nie tylko czyni Chrystusa sensem swojego życia, ale stara się też odtworzyć w sobie w miarę możliwości "tę formę życia, jaką obrał sobie Syn Boży przyszedłszy na świat" (LG 1). Zachowując dziewictwo, przyjmuje do swego serca dziewiczą miłość Chrystusa i wyznaje Go wobec świata jako jednorodzonego Syna, jednego z Ojcem (por. J 10,30; 14,11); naśladując Jego ubóstwo, wyznaje Syna, który wszystko otrzymuje od Ojca i z miłością wszystko Mu oddaje (por. J 17,7.10); czyniąc ofiarę z własnej wolności, a przez to włączając się w tajemnicę Jego synowskiego posłuszeństwa, wyznaje Chrystusa jako nieskończenie umiłowanego i miłującego, jako Tego, który ma upodobanie jedynie w woli Ojca (por. J 4,34) (VC 16).

Życie w konsekracji to również nieustanne poszukiwanie Umiłowanego i odnajdywanie Go, przyjmowanie Jego miłości i nieudolne odpowiadanie na nią, przejmująco opisane w Pieśni nad pieśniami.

W Duchu: uwiedzenie, uzdolnienie i realizacja

Ta droga jest trudna! Jej głęboki sens ewangeliczny nie zabiera ani nie wyklucza wysiłku, bólu wyrzeczenia, czasu cierpienia czy smutku. Jednak Duch Święty "sprawia, że na przestrzeni tysiącleci coraz to nowi ludzie odkrywają zachwycające piękno tej trudnej drogi. Za Jego sprawą przeżywają oni niejako doświadczenie proroka Jeremiasza: «Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść» (Jr 20,7)" (VC 19).

To działanie Ducha Świętego sprawia, że zachwyt jest większy niż realnie przewidywane trudności. To On czyni człowieka zdolnym, żeby tę drogę podjąć, mimo że wymaga to przekroczenia ludzkiej natury w wielu obszarach. To On pomaga potem w podążaniu nią. Wreszcie "to On formuje dusze powołanych, upodabnia ich do Chrystusa czystego, ubogiego i posłusznego oraz przynagla do podjęcia Jego misji" (VC 19), więc nie tyle nawet uzdalnia do zrealizowania powołania, aby "stać się Chrystusowym", co sam tego dokonuje.

W pewien sposób każda osoba powołana do życia konsekrowanego słyszy te słowa, jakie stały się odpowiedzią dla Maryi na pytanie: Jakże się to stanie? - Duch Święty zstąpi na Ciebie (Łk 1,34-35). Jeśli ktoś, odczytując w sercu to powołanie, mówi: "nie dam rady!", odpowiedź jest prosta: "tak, ale On da!".

Po co?

Celowo to pytanie pada pod koniec, choć często stawiamy je na początku, przyzwyczajeni już do użytkowego traktowania świata. Ale to nie użyteczność jest podstawą istnienia życia konsekrowanego, tak jak nie jest jego uzasadnieniem to, że zgromadzenia zakonne prowadzą dzieła miłosierdzia lub mogą być podciągnięte pod organizacje pożytku publicznego.

"Życie konsekrowane staje się jednym z widzialnych śladów, które Trójca Święta pozostawia w historii, aby wzbudzić w ludziach zachwyt pięknem Boga i tęsknotę za Nim" (VC 20). Bóg, kochając, pragnie wszystkich ludzi przyciągnąć do siebie i obdarować miłością. Znak, jakim są ludzie oddani Mu przez konsekrację, jest jednym ze "sposobów Boga", aby swoją miłość ujawnić, pokazać i wzbudzić jej pragnienie w innych Jego dzieciach. Pragnienie, które doprowadzi aż do wiecznego spotkania z Nim w Niebie! Pragnienie, którym żyje Kościół-Oblubienica czekając z utęsknieniem na zjednoczenie z Boskim Oblubieńcem.

Jest jednak prawdą, że "ten sam Duch, który nie pragnie bynajmniej, aby ludzie powołani przez Ojca byli oderwani od historii ludzkości, każe im służyć braciom zgodnie z ich własnym sposobem życia, zaś kształtując odpowiednio charyzmaty poszczególnych Instytutów, wskazuje im konkretne zadania, stosownie do potrzeb Kościoła i świata" (VC 19).

Realizacja tych konkretnych zadań wypływa w życiu osoby konsekrowanej z jej relacji (osobowej i niepowtarzalnej) z kochającym i umiłowanym Bogiem. Miłość daje życie. Miłość życiu służy. To realizuje się także w życiu osób konsekrowanych i stanowi dużo więcej, niż np. "akcje humanitarne", "działalność pedagogiczna" czy "reagowanie na problemy społeczne" w powszechnym rozumieniu. Miłość rozprzestrzenia się i obejmuje ludzi, którzy są braćmi i siostrami (dziećmi tego samego Ojca), a także córkami i synami w niezwykłej tajemnicy ojcostwa i macierzyństwa duchowego. (Czy nazwać to "życiem bez rodziny"?)

Tajemnica i tęsknota

Konsekracja jest tajemnicą. Im dłużej dane mi jest nią żyć, tym bardziej jej głębia mnie przerasta. Im więcej ujawnia się moich słabości, tym bardziej zdumiewa mnie Boży dar wybrania. Im więcej doświadczam działania Ducha Świętego, tym bardziej rośnie we mnie ten zachwyt, który pociąga wciąż na nowo - do życia z Jezusem i dla Niego. Parafrazując znany wiersz ks. Jana Twardowskiego mogłabym powiedzieć: "przed konsekracją swoją klękam" - tak wielkim jest darem i tak bardzo jest "nie-moja", nie ze mnie pochodzi!

Konsekracja jest też narzeczeńską tęsknotą za spełnieniem miłości, które stanie się możliwe w Wieczności, kiedy zobaczymy i poznamy Boga "twarzą w Twarz". Jest głębokim czekaniem, przeżywanym w samym sercu Kościoła-Oblubienicy. Jest takim nieustannym, aktualnym do końca życia "już - ale jeszcze nie!"; jest stanem, który jak żaden inny w Kościele przyzywa Oblubieńca aż do końca czasów: "Marana tha!".

s. Aleksandra Hilbrycht (s. Rita od Chrystusa Sługi WNO)
Wieczernik 193/2013

Głęboki sens

Ogłoszenia parafialne

NIEDZIELA – 19.02.2017 – VII ZWYKŁA

08:00     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski w rodzinie Zofii Szkarłat

10:30     Za + Antoniego Grubiak w rocznicę śmierci oraz + Stanisława

PONIEDZIAŁEK – 20.02.2017 – Dzień powszedni

Poza Parafią:     W pewnej intencji

WTOREK – 21.02.2017 – Dzień powszedni

Poza Parafią:     O Boże błogosławieństwo dla Parafian

ŚRODA – 22.02.2017 – Święto Katedry Św. Piotra, Apostoła

11:30     POGRZEB: śp. Zygmunt Ratuszny, 65 lat

CZWARTEK – 23.02.2017 – Św. Polikarpa, biskupa i męczennika

Poza Parafią:     O Boże błogosławieństwo dla Parafian

PIĄTEK – 24.02.2017 – Dzień powszedni

Poza Parafią:    O Boże błogosławieństwo dla Parafian

SOBOTA – 25.02.2017 – Dzień powszedni

Poza Parafią:     O Boże błogosławieństwo dla Parafian

NIEDZIELA – 26.02.2017 – VIII ZWYKŁA

08:00     Za ++ Jana i Adama Juziuk

10:30     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski dla Bożeny i Krzysztofa Prasak z okazji 17. rocznicy ślubu

 

  1. Świętujemy dziś VII Niedzielę Zwykłą.

  2. We wtorek wyjazd do kopalni Guido w Zabrzu, a następnie do Aqua Parku w Tarnowskich Górach. Gromadzimy się na przystanku autobusowym. Wyjazd o godz. 8:00.

  3. Za tydzień kolejna wpłata na remonty i inwestycje przy kościele.

  4. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.

  5. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. W dzisiejszym numerze polecam przeczytać artykuł o chorwackim sanktuarium w Medjugorja.

  6. W tym tygodniu nie będzie sprzątania kościoła. Dziękuję za posprzątanie świątyni w tym tygodniu.