Święta matka od ubogich

Życie pochłonięte służbą 

Wielu z nas zawdzięcza choćby małą cząstkę pogłębienia swojej wiary Matce Teresie z Kalkuty (1910-1997). Urodziła się w Skopje w rodzinie albańskiej. Jej właściwe nazwisko to Agnes Gonxha Bojaxhiu. Była żywą Ewangelią w XX w., bo całe swoje życie oddała najuboższym. Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański w niedzielę 7 IX 1997 r., dwa dni po jej śmierci, powiedział: Wiele razy miałem możliwość spotkania się z nią i zachowuję żywo w swej pamięci drobną postać osoby, której życie było pochłonięte służbą dla najuboższych z biednych: zawsze pełna niewyczerpanej wewnętrznej energii, siły, mocy miłości Chrystusa.

Źródłem duchowej siły Matki Teresy była żarliwa modlitwa i wielogodzinna adoracja Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. To przed Nim codziennie wypowiadała tajemnicę i pragnienia swego serca. Nad wejściem do kaplicy, gdzie mieszkają jej siostry w Kalkucie, umieszczono słowo Pragnę. Matka Teresa odpowiedziała na to pragnienie Jezusa służbą Panu w umierających nędzarzach. Była uważna na Jego głos. Gdy po odprawieniu rekolekcji w 1946 r. usłyszała w sercu natchnienie od Pana Jezusa, że ma opuścić wszystko dla Boga i dla umierających z głodu mieszkańców Kalkuty, odeszła po osiemnastu latach z zakonu Sióstr Loretanek. Założyła wspólnotę Sióstr Misjonarek Miłości, liczącą dzisiaj ponad cztery tysiące sióstr modlących się i pracujących na całym świecie w ponad stu krajach. Przyłączyli się do nich Misjonarze Miłości, kapłani i bracia oraz około czterdziestu tysięcy wolontariuszy, pociągnięci przykładem i dziełem nowej świętej Kościoła.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych

Matka Teresa w swoim życiu wypełniała z Ewangelii św. Mateusza: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (25, 40). Wybrała ubogich ze względu na Jezusa. Nie była jedynie filantropką, porwaną do działania widokiem ludzkiej nędzy. W odrzuconych i cierpiących widziała umęczonego Pana. Często powtarzała: Dzisiaj Chrystus jest w ludziach niechcianych, bezrobotnych, pozbawionych opieki, głodnych, nagich i bezdomnych. Ludzie ci wydają się bezużyteczni dla państwa i społeczeństwa; nikt nie ma dla nich czasu. To właśnie ty i ja jako chrześcijanie - godni miłości Chrystusa o tyle, o ile nasza miłość jest prawdziwa - jesteśmy tymi, którzy muszą ich odnaleźć i pomóc im; oni istnieją, aby ich odnaleźć.

Przez całe swe życie Matka Teresa obejmowała troską rodziny, broniąc przede wszystkim każdego dziecka poczętego w łonie matki. Obronę każdego życia rozumiała także jako służbę pokojowi na świecie. Przestrzegała ludzkość na konferencji ONZ w Kairze w 1994 r.: Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali?

Świadectwo wiary, nadziei i miłości

Patrząc na fotografie Matki Teresy, możemy odkryć jej żywe oczy, pełne ciepła, miłości i prostoty. Całe jej życie było świadectwem wiary, nadziei i miłości. Ona zachęca nas także dzisiaj: Przekazuj ludziom Jezusa nie słowami, lecz swoim przykładem, kochając Go, jaśniejąc Jego świętością i roznosząc miłość gdziekolwiek się znajdziesz.

Popatrzmy na życie św. Matki Teresy z perspektywy wieczności i naszego powołania do świętości. Świętość to pragnienie bycia w bliskości z Bogiem i naśladowanie Jego Syna przez czyny miłości i słowa pociechy kierowane do potrzebujących. Przejmijmy się choć jednym zdaniem z Ewangelii i wypełnijmy je właśnie dzisiaj, "tracąc" nasze życie dla Jezusa i naszych bliskich, abyśmy i my mieli w sobie więcej nadziei i pokoju serca.

Matka Teresa uczy nas także, jak powinniśmy patrzeć na naszą śmierć i umieranie: Śmierć jest powrotem do domu, a ludzie boją się tego, co będzie, i nie chcą umierać. Gdybyśmy chcieli umierać, gdyby nie było w tym tajemnicy, to byśmy się nie bali. Jest także niepokój sumienia: "Mogłem żyć lepiej". Często umieramy tak, jak żyliśmy. Śmierć jest tylko przedłużeniem życia, dopełnieniem życia. Śmierć to wyrzeczenie się ludzkiego ciała. Lecz serce i dusza żyją na wieki. Nie umierają.

Owocowanie świętości Matki Teresy

Kościół przeżywa swoją wiosnę, ilekroć rodzą się w nim nowi święci. To o św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza myślała Matka Teresa, gdy wybierała sobie imię zakonne. W sto lat od śmierci świętej karmelitanki, w 1997 r., odchodziła po nagrodę do Pana ta, która podobnie jak Mała Teresa w sercu Kościoła pragnęła być Miłością. Przez całe życie żywe w niej było pragnienie świętości. Lubiła powtarzać: Musimy dążyć do świętości nie dlatego, że pragniemy czuć się świętymi, lecz po to, aby Chrystus mógł żyć w nas pełnią swego życia. Owocowanie świętości Matki Teresy z Kalkuty, beatyfikowanej przez Jana Pawła II 19 X 2003 r. i kanonizowanej przez papieża Franciszka we wrześniu br., nadal trwa. Psalmista mówi, że ludzie pobożni zasadzeni w domu Pańskim rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga. Wydadzą owoc nawet i w starości, pełni soków i zawsze żywotni (Ps 92,15).

ks. Marek Wójtowicz SJ
Posłaniec Serca Jezusowego wrzesień 2016

Duchowa Kardiomiopatia

Kto z nas, zapytany o to, czy zna kogoś, kto jest naprawdę radosny, bez zastanowienia wskaże taką osobę? Ja osobiście mogę natychmiast wskazać dwie: pierwszą jest mój nieżyjący już dziadek, drugą mój synek, niemowlę 11-miesięczne.

Dlaczego o to pytam? Bo wbrew wszelkim pozorom okazuje się, że radość jest postawą deficytową. Odnosząc się raz jeszcze do wymienionych przeze mnie radosnych osób, wyjaśniam, dlaczego pytałam o te właśnie cechy charakteryzujące człowieka. Radość to stan pozytywny, prawdziwa radość wypływa zawsze z autentycznej wdzięczności za to, co w życiu otrzymaliśmy. Radosny człowiek przyciąga do siebie innych ludzi. Mój dziadek miał zawsze pogodne oblicze, pomimo choroby, starości i ogromnego cierpienia, jakie przyszło mu nieść pod koniec życia, dla każdego miał dobre słowo i wszystkie sprawy powierzał Bożej Opatrzności. Odnalazł Boga i był Mu wdzięczny. To napawało go ową nadprzyrodzoną radością - właściwą tylko tym ludziom, którzy zaufali Panu.

Mój synek wprost kipi radością, uśmiech nie schodzi z jego pyzatej buzi, radośnie gaworzy na mój widok albo gdy tata wraca z pracy, piszczy z radości, gdy bawi się z siostrą. Takie malutkie dzieci doświadczają radości na widok drugiej osoby, bo są czyste i przejrzyste. Ich postępowanie jest wolne od udawania, nie jest grą pozorów, ale czystym i autentycznym uczuciem wdzięczności z powodu przebywania w obecności matki lub ojca. To trochę analogicznie do sytuacji, w której człowiek oddany Panu Bogu chodzi w obecności Najwyższego - niejako naturalnie jest radosny. Niemowlęta przebywają, ze względu na swoją bezradność i zależność od drugiego człowieka, w atmosferze dobra i piękna; radość, która jest dla nich charakterystyczna, jest naturalną konsekwencją otwarcia się na opiekę, której tak w pierwszych miesiącach życia potrzebują. One mają ciągły powód do radości. Można brać przykład z tych dzieciaków i tak jak one być otwartymi na Bożą pomoc i przyjąć postawę zdania się we wszystkim na Boga - myślę, że takie właśnie zachowanie zalecał zmanierowanym i zblazowanym dorosłym Pan Jezus, pouczając Apostołów, gdy spierali się o to, kto jest największy w królestwie niebieskim. Ta gwarantuje owocowanie radością, która pochodzi od Ducha Świętego.

Ani napuszony, ani nadęty - prosty zwykły święty

Jeśli popatrzymy na przeróżnych świętych, każdy z nich w jakiś sposób był radosny, jednak Świętym, który w szczególny sposób uosabiał radość, był niekwestionowany figlarz - Filip Neri. Zanim poznamy jego postać, warto uzmysłowić sobie różnicę, jaka zachodzi pomiędzy autentyczną, dojrzałą radością a wesołkowatością i pustym śmiechem, który naigrawa się z drugiego człowieka tylko po to, by upokorzyć i wykpić. Radość, którą żył Filip, wypływała z jego ogromnej miłości do człowieka, za tym szły po kolei: uprzejmość, serdeczność i cierpliwość. On, jako gruntownie wykształcony kapłan, poważny i stateczny dojrzały ksiądz biegał razem z małymi dziećmi (tymi właśnie, które najlepiej i najbardziej autentycznie przeżywają radość) za piłką. Kompromitował się? Robił z siebie pośmiewisko? Nic z tych rzeczy, śmiem twierdzić, że każdy, kto patrzył na Neriego ścigającego się z dziećmi za piłką, w głębi duszy życzyłby sobie doświadczyć pełnej radości, która wyzwala nas z udawania i krępujących zasad towarzyskiej dyplomacji. Ja sama czasem chciałabym tak po prostu oderwać się od tego, co mnie mocno trzyma (strach przed wyśmianiem i oceną?), i pobiec przed siebie jak dziecko, rozkładając ręce, donikąd...

Filip choć nie był ani dobrze zbudowany, ani ujmujący wyglądem, przyciągał do siebie tłumy ludzi, szczególnie dzieci. Ludzie garnęli się do niego, chcieli z nim przebywać, rozmawiać, radzili się go w różnych kwestiach, wspólnie z nim gromadzili się na modlitwie. Kapłan miał charyzmę, bo autentycznie owocował łaskami Ducha Świętego.

Radość w doświadczeniach

Radość jest pochodną szczęścia, jednak jest ona czymś zgoła innym niż szczęście. To drugie jest chwilowe i ulotne, zależne od okoliczności, mówi się o poczuciu szczęścia - poczuć to doświadczyć czegoś chwilowo, a radość jest postawą bez względu na okoliczności, a może nawet najbardziej testuje się ją w obliczu niepowodzeń i przeciwności. "Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków" (Jk 1,2-4 ). Z takimi bolesnymi utrapieniami spotkał się też Filip, po tym, jak założył coś na kształt bractwa modlitewnego (był to początek zgromadzenia oratorianów), ale niezwiązanego żadną regułą, tylko charakteryzujące się pewną swobodą - gdy został oskarżony o "nowinkarstwo". Pozbawiono go wówczas możliwości spowiadania wiernych. Co musiał wtedy czuć ten oddany bez granic kapłan? Pewnie jego zapał zgasł i radość zniknęły... Nic z tych rzeczy, on owocował mimo niesprzyjających okoliczności, bo wiedział, że ma powody do radości - i w końcu doczekał się rehabilitacji.

Stygmat Ducha Świętego

Filip nieraz słyszał, jak ludzie przyjaźnie plotkują o nim, kanonizując go swymi komentarzami już za życia. Niejako na przekór tym ploteczkom, chciał się wydawać mniej świętym, niż go postrzegano, w tym celu albo śmiesznie się ubierał, albo golił sobie tylko jedną część twarzy, czym wzbudzał nieprawdopodobny wręcz ubaw swych przyjaciół. Za to był kochany, za dystans do siebie samego, autoironię i poczucie humoru.

Filip doświadczył niezwykłego wydarzenia w dniu Zesłania Ducha Świętego. Wielka ognista kula wniknęła przez usta do serca, które poszerzyła do tego stopnia, że siła rosnącego mięśnia wyrwała dwa żebra, tworząc przestrzeń dla powiększonego znacznie serca. Choć z medycznego punktu widzenia patologiczne zjawisko zwane kardiomiopatią, czyli przerostem mięśnia sercowego, wiąże się z obniżeniem komfortu życiowego osoby dotkniętej tym schorzeniem, a nawet niebezpieczeństwem śmierci, Filip czuł się doskonale (po jego śmierci dokonano sekcji zwłok i stwierdzono, że powiększone serce nie obniżało w żaden sposób jakości życia Świętego ani nie było powodem zgonu; Filip, gdy zmarł, miał 80 lat), wszak umarł ponad pół wieku po tym zdarzeniu. Znawcy nazwali to zajście stygmatem Ducha Świętego, bo Filip od tego momentu rozpoczął apostolat z nieprawdopodobną siłą i efektywnością. Był pociągający w mowie i zachowaniu, umiał rozśmieszyć, rozbawić, zaskoczyć dowcipem i puentą, ludzie czuli spokój i akceptację w jego towarzystwie. Któż z nas nie chciałby być zawsze lubiany i akceptowany, kto nie chciałby być otaczany wianuszkiem wielbicieli? Filip jednak odrzucał wszystko, co przynosiło próżną chwałę, skupiał się na istocie - głosił tym ludziom Boże miłosierdzie. I choć - pewnie teraz będziecie zaskoczeni - żył niemal pięć wieków temu, to ciągle jego osoba przemawia przekonująco i zachęcająco. Modlę się o taką radość i miłość dla siebie, jaką miał św. Filip Neri.

Aleksandra Wojtyna
Rycerz Młodych 3/2015

Głęboki sens

Ogłoszenia parafialne

NIEDZIELA – 25.09.2016 – XXVI ZWYKŁA

08:00     Za ++ rodziców Marię i Czesława Blicharskich oraz ++ z rodziny

10:30     Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Wnęk

12:00     Gierałcice: Odpust ku czci św. Michała Archanioła

PONIEDZIAŁEK– 26.09.2016 – Dzień powszedni

18:00     Za ++ rodziców Annę i Jana Bernat oraz ++ siostry Krystynę i Helenę

19:00     Za + Hildegardę Faron w 1. rocznicę śmierci oraz ++ Franciszka i Eugeniusza Faron

19:30     Zebranie Parafialnej Rady Duszpasterskiej

WTOREK – 27.09.2016 – Św. Wincentego a Paulo, prezbitera

18:00     Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Anny i Tomasza Świetlikowskich z okazji 7. rocznicy ślubu

ŚRODA – 28.09.2016 – Św. Wacława, męczennika

18:00     Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Agaty i Andrzeja Laskowskich

CZWARTEK – 29.09.2016 – Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała

18:00     Msza św. Szkolna: Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Gabrieli Grubiak z okazji 18. rocznicy urodzin Po Mszy św. zebranie z rodzicami dzieci przygotowujących się do I Komunii Świętej

PIĄTEK – 30.09.2016 – Św. Hieronima, prezbitera i doktora Kościoła

17:00     Adoracja Najświętszego Sakramentu i okazja do sakramentu pokuty

18:00     Msza św. Młodzieżowa: Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Pogorzelski. Po Mszy św. katecheza dla Młodzieży.

SOBOTA – 01.10.2016 – Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy i doktora Kościoła

08:00     Za ++ męża Józefa Merta i syna Henryka

09:00     Odwiedziny chorych i starszych Parafian

NIEDZIELA – 02.10.2016 – XXVII ZWYKŁA

08:00     Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinie Łuczków

10:30     Za ++ Marię, Piotra i Ryszarda Olszyńskich

15:00     ROŻANIEC

 

  1. Świętujemy dzisiaj 26. Niedzielę Zwykłą. Po Mszy zbiórka do puszek na rzecz ofiar trzęsienia ziemi we Włoszech.

  2. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.

  3. Za tydzień kolejna wpłata na remonty i inwestycje przy Parafii.

  4. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. Polecam obejrzeć film: „Bóg nie umarł”, który jest dołączony do dzisiejszego numeru. Szczególnie polecam, ponieważ my nie zawsze umiemy przekonująco bronić naszej wiary. Filmowa opowieść podpowiada, jak rozmawiać z niewierzącymi, a jednocześnie pokazuje, że Bóg jest cały czas z nami. Dla dzieci Mały Gość Niedzielny, a w nim obrazek MB Częstochowskiej do pokolorowania.

  5. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny: od n-ru 1 – P. Spyrka do n-ru 19 – P. Michulec. Dziękuję rodzinom: Kulig, Sula, Janoszek, Blacharski, Śnieżek, Pajor, Gula i Piórkowski za posprzątanie świątyni.