ŚW. MARCIN
OGŁOSZENIA PARAFIALNE

    NIEDZIELA  -  14.12.2014  -  III ADWENTU - GAUDETE
          08:00 Za ++ rodziców Jana i Janinę Kantyka oraz + syna Sylwestra Przymus
          10:30 Za + ojca Józefa Duda


     PONIEDZIAŁEK 15.12.2014  -  Dzień powszedni
         17:00 RORATY: Za + Wandę Hulbój w rocznicę śmierci oraz ++ z rodziny


     WTOREK  -  16.12.2014  -  Dzień powszedni
          17:00 RORATY: Za ++ dziadków Julię i Stefana Baczyńskich oraz Emilię i Teofila Kudzia

     ŚRODA  - 17.12.2014  -  Dzień powszedni
          17:00 RORATY: Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Emilii, Alicji i Marty z okazji urodzin

    CZWARTEK  -  18.12.2014  -  Dzień powszedni
          17:00 RORATY: Za + Adama Kowalskiego w 6 rocznicę śmierci oraz ++ rodziców, siostry i braci

    PIĄTEK  -  19.12.2014  -  Dzień powszedni
          16:00 RORATY (Zakończenie): Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Filipa Nawalany
                      z okazji urodzin

    SOBOTA  - 20.12.2014  -  Dzień powszedni
          08:00 Za + Jana Chochorowskiego w 11 rocznicę śmierci

    NIEDZIELA  -  21.12.2014  -  IV ADWENTU
          08:00 Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Magdaleny Studnickiej z okazji 9 rocznicy urodzin
          10:30 Za ++ Marcina i Władysława Kotlarz, ++ Teklę, Katarzynę i Benedykta Dorosz, ++ Teresę i Witalisa 
                      Kmiecik, ++ Michała Kruk, Edwarda Bieleckiego, Alfonsa Raichel i Dariusza Adaszyńskiego
 
1. Nadal zachęcam, byśmy w Adwencie podjęli duchowy wysiłek przez uczestnictwo w Roratach.

2. Kandydatów przygotowujących się do sakramentu bierzmowania zapraszam na Roraty co najmniej dwa 
     razy w tygodniu. Oprócz piątku, proszę, by sami wyznaczyli sobie dni uczestnictwa.

3. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.

4. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. Polecam artykuł o cudownym uzdrowieniu Adasia i
     modlitwie za niego do św. Judy Tadeusza. Za tydzień wydanie będzie podwójne, świąteczno-
noworoczne
     w cenie 7 zł.

5. Na parafialnej stronie internetowej można zapoznać się z planem tegorocznej kolędy.

6. W zakrystii można nabyć świecę „Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom”: mała - 5 zł., duża - 12 zł., oraz
     opłatki.

7. Do postawienia szopki i choinek zapraszam Parafialną Radę Duszpasterską i chętnych. Pierwsze
spotkanie
     organizacyjne w poniedziałek po Mszy św. Roratniej.

8. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny: od n-ru 168 - P. Sula do n-ru 177 - P. Gula, Piórkowski. Dziękuję
     następującym rodzinom: Kulig, Jankowicz, Matuszak, Majda, Samborski, Długosz, Pasiut, Zientek za
     posprzątanie świątyni.
KWESTIA CZASU
GAUDETE IN DOMINO - RADUJCIE SIĘ W PANU
BOSKIE SŁOWA
Trzecia niedziela Adwentu jest tradycyjnie nazywana niedzielą “Gaudete”. Nazwa pochodzi od pierwszego słowa antyfony na wejście “Gaudete in Domino” (czyli “radujcie się w Panu”). Antyfona ta jest poświadczona już w najstarszych zachowanych antyfonarzach liturgii rzymskiej z VIII i IX w. (wówczas antyfona na wejście była refrenem Psalmu śpiewanego na rozpoczęcie Mszy św.) i została także zachowana w obecnym Mszale.

Niedziela “Gaudete” to swego rodzaju obwieszczenie bliskości Zbawiciela, co stanowi jednocześnie zaproszenie do radości. Niedziela “Gaudete” miała większe znaczenie w dawnych czasach, gdy Adwent miał znacznie silniejszy niż obecnie koloryt pokutny, co wiązało się z przyjęciem w ramach liturgii rzymskiej niektórych zwyczajów z Galii. I tak w Adwencie nie grano na organach i nie przyozdabiano prezbiterium kwiatami. Wolno było to robić jedynie w niedzielę “Gaudete”. Ponadto w niedzielę tę śpiewano hymn “Chwała na wysokości Bogu”. Był to przedsmak radości zbliżających się świąt Narodzenia Pańskiego. W Rzymie celebrowano niedzielę “Gaudete” szczególnie uroczyście. Jak poświadczają źródła z XII i XIII w., papież o północy sprawował liturgię w bazylice św. Piotra. Najpierw odprawiano oficjum odpowiadające dzisiejszej Godzinie czytań, potem sprawowano uroczystą Mszę św. Papież przywdziewał ornat koloru różowego.

Dzisiaj nie uważa się Adwentu za czas pokutny, akcentuje się raczej pełne radosnej tęsknoty oczekiwanie, dlatego też nie przywiązuje się już takiej wagi jak kiedyś do niedzieli “Gaudete”. Nie ma już zakazu gry na organach czy umieszczania kwiatów przy ołtarzu w Adwencie, stąd też trzecia niedziela Adwentu nie stanowi już pod tym względem wyjątku. Nie praktykuje się też śpiewu “Chwała” w tę niedzielę. Można natomiast stosować różowy ornat.

Chociaż tradycja niedzieli “Gaudete” nie jest już tak akcentowana jak kiedyś, nie oznacza to że należy ją pomijać. Przeciwnie, jest ona bardzo cenna i zapominanie o niej byłoby niewątpliwym zubożeniem. Temat radości ze spodziewanego przyjścia Zbawiciela jest obecny w tekstach liturgicznych tego dnia. Kolekta tej niedzieli zawiera prośbę, “spraw, abyśmy przygotowali nasze serca i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia”. Również czytania biblijne we wszystkich trzech cyklach (A-B-C) nawiązują do radości.

W tym roku obowiązuje cykl A. Tekstem w którym motyw radości z przyjścia Zbawiciela jest najbardziej obecny, jest pierwsze czytanie pochodzące z Księgi Izajasza (Iz 35, 1-6a. 10). Zawiera ono zapowiedź zbawienia i czytamy w nim m.in.: “Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! (...) Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. (...) Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach. Osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie”.

Ewangelia (Mt 11, 2-11) wprawdzie nie mówi wprost o radości, ale Jezus w odpowiedzi na pytanie św. Jana Chrzciciela o to, czy jest On faktycznie tym, który miał przyjść, wskazuje na znaki podobne do tych o których pisał Izajasz: “niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”, po czym dodaje: “a błogosławiony (czyli: szczęśliwy) jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”.

                                                                                                                        ks. Maciej Zachara MIC
Bóg wszedł w czas nie tylko po to, aby odkupić ludzkie grzechy i nieprawości, załatwiając w ten sposób coś za nas.

Na coraz bardziej zatłoczonych ulicach naszych miast normą są korki. Fakt to wcale nie miły, wręcz denerwujący, zwłaszcza gdy w perspektywie jawi się spóźnienie czy wręcz utrata nadziei na spotkanie. Nawet jeśli podróż jest zwyczajną rutyną, wielu kierowców w korkach z nerwów tłucze rękami po kierownicy, mruga światłami i zazdrośnie strzeże swojej przestrzeni życiowej, niebezpiecznie siadając na zderzaku poprzedzającego pojazdu. Czas ucieka. Złe czasy mamy - mawiamy.

20 sekund

Kultura prędkości, niecierpliwości i przekazów światłowodowych nie pozwala myśleć o czasie inaczej jak tylko o uciekających jednostkach, których miarą są sukcesy i porażki. Nawet jeśli nieubłaganie tyka zegar naszego życia, niewielu stać na konstatację "czas ucieka, wieczność czeka". Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co przemijalne. Na uciekającym czasie właśnie. Wieczność? O niej myśli się tylko 1 listopada lub w Dzień Zaduszny. No, może przy okazji pogrzebu.

I chociaż wiele o czasie mówimy, to ta najbardziej podstawowa zagadka filozoficzna nie interesuje ludzi ubezwłasnowolnionych ulicznymi korkami. Zdaje się też nie interesować nas pytanie o to, czy upływający czas może nam pomóc w spotkaniu Boga. "Krótka historia czasu" Stephena Hawking’a sprzedała się na świecie w 9 milionach egzemplarzy. A sprzedała się nie dlatego, że autor przeczy istnieniu Boga, ale że szuka Go na każdej stronicy swoich rozmyślań, chociaż nie mówi o tym wprost. Zdaniem uczonego nasz czas, czas ludzkiej cywilizacji, to zaledwie 20 sekund egzystencji wszechświata. My dodajmy, że jak na tak krótki czas, ludzkość była na tyle pomysłowa, by dokonać całkiem sporej ilości nieprzyzwoitych rzeczy.

Świat gna i zmienia się, a my, niczym zamknięte w tubie kalejdoskopu zaklęte kryształy, podlegamy zmianom i pożądamy ich coraz bardziej. Możemy zmienić wszystko i wydaje się nam, że potrafimy kontrolować każdą cząstkę rzeczywistości. Jak to powiedział ostatnio buńczucznie jeden z polityków "Wszystko jest możliwe". A skoro wszystko możliwe i wszystko można, to wydaje się, że to, co wczoraj było największym osiągnięciem technicznym, dziś trzeba koniecznie wymienić na nowy model. Skoro wszystko jest możliwe, to zasłużonego pracownika należy jak najszybciej zastąpić młodszym i operatywniejszym. Skoro wszystko jest możliwe, to legendzie należy pokazać drzwi historii i zamknąć je z mniejszym lub większym hukiem.

Stabilność, czyli to, co ponadczasowe, nie jest już poszukiwane. Stałość jest podejrzana. Zdaje się, że nic nam nie ma do powiedzenia. Jest nudna. Przeszłość, ta staruszka zgarbiona pod ciężarem zebranych doświadczeń, nie ma prawa zabierać głosu. Nie umie przecież oddzielić od siebie cierpienia i krzywd. Mierzona ludzkimi katastrofami i niesprawiedliwością przeszłość nie ma nawet innego prawa do istnienia, jak tylko w formie narracji historycznej.

Powinno zaistnieć coś nowego, chociaż nieznanego. Dopiero to, co się objawi, będzie piękne i niezniszczalne. I tylko my jesteśmy w stanie zapewnić, że ziści się ten sen. Sen nadejścia świetlanej przyszłości. By zaistniał Nowy Wspaniały Świat.
Gdzieś to już słyszeliśmy, prawda? Tak, ten typ myślenia był obecny w filozofii Marksa, Engelsa, Hitlera i wielu innych ambitnych zmieniaczy i poganiaczy świata. Zasadza się na iluzjach człowieka i społeczeństw postrzegających jedyną rację swojego istnienia i szczęścia w sobie samych. To typ myślenia buńczucznie krzyczących do ślamazarnego kierowcy wysłużonego auta: "Twój czas minął, usuń się, teraz moja kolej!". Czy czujesz oddech goniącej cię przyszłości na zderzaku twojego steranego życia? To idzie młodość!

Na co czekać

Chrześcijaństwo wyznaje wiarę w niezmiennego Boga. Bóg jest stały, niezmienny, prosty. W Nim nasz kres. Ale przy całym przekonaniu o stałości Boga - co zresztą jest domeną wielkich religii monoteistycznych - chrześcijaństwo afirmuje zmiany. Jest religią realistyczną i racjonalną. Wie, że czas stanowi nieodłączny element codziennej egzystencji. Stara się patrzeć na uciekający czas z perspektywy wyczekiwania przyszłości, która nadejdzie jako rzeczywistość stała, harmonijna i piękna.

Co roku obchodzimy Adwent: czas oczekiwania. Nie pojmujemy tego czasu jako oczekiwanie na świąteczne świecidełka, na cały ten bazar próżności, jaki fundujemy sobie przy okazji Bożego Narodzenia. My, chrześcijanie, nie wypatrujemy w Adwencie nadejścia mitycznego "szóstego wieku", "jesieni cywilizacji", objawienia się "wieczoru świata". Myślimy i oczekujemy czegoś więcej, co jednak zaczyna się już teraz. Liczymy miary czasu, na który nanizane zostały paciorki ludzkich rozczarowań, cierpień, katastrof, kryzysów, draństw, nieprawości i małych okruchów szczęścia. Wznosimy przy tym wzrok ku górom, recytując starożytny hymn "Niebiosa, rosę spuście nam z góry, sprawiedliwego wylejcie chmury". Hymn tęsknoty za przyszłością. Hymn tęsknoty za Kimś, kto byłby w stanie odmienić nasze złe czasy. Teologia chrześcijańska przyzwyczaiła nas niestety do tego, by patrzeć na przeszłość jako na kategorię podlegającą Bożemu miłosierdziu. Wszak przeszłość zawiera w sobie wszelkie nieprawości domagające się odkupienia. Stąd przywykliśmy traktować Adwent jako wspomnienie historycznego wyczekiwania Odkupiciela, który miał zadośćuczynić Bogu za zło, jakie ludzie sobie nawzajem uczynili. Patrzymy na Adwent jako na czas, w którym Bóg wchodzi w skończoną ludzką historię zła, by ją odczarować. Może nawet myślimy, że wszedł On w ludzki czas po to, by zagrać na nosie tym, co w przeciwieństwie do nas błądzą w ciemnościach i wreszcie zostaną przekonani, gdzie leży prawda o człowieku. A jeśli jest inaczej? Jeśli to tylko jedna część opowieści o Bogu, czasie i człowieku?

Co jest na końcu

Przypomnieć wszak wypada, że Jezus Chrystus przyszedł na świat nie po to, aby udowodnić nam, jaka zła i grzeszna była ludzkość po rajskim upadku. Do tego Wcielenie Syna Bożego nie było potrzebne. Do tej wiedzy dojść można samemu. On wszedł w ludzki czas po to, by przypomnieć nam, że gdzie indziej jest nasze prawdziwe mieszkanie. Przyszedł opowiedzieć nam o mieszkaniach przygotowanych dla nas przez Ojca. Przyszedł objawić Ojca i swoją chwałę, przemieniając się wobec uczniów na górze Tabor.

Wszedł w zły czas nie po to, aby czas zatrzymać, lecz aby go przemienić przy naszej pomocy. "Wy dajcie im jeść" - powiedział do skonfundowanych uczniów, gdy zabrakło im chleba. "Mówi się »złe czasy mamy, czasy trudne«. Ale usiłujmy żyć dobrze, a czasy będą dobre. Czasy to my. Tacy, jacy jesteśmy, takie są i czasy" - powiedział św. Augustyn (Kazanie 80, 8). Myśląc w tych kategoriach, trzeba by powiedzieć, że Bóg wszedł w czas nie tylko po to, aby odkupić ludzkie grzechy i nieprawości, załatwiając w ten sposób coś za nas. Wszedł w czas po to, aby przemienić brudną i ciemną betlejemską grotę w niebo, wodę w wino, chleb w Ciało, przelaną niewinnie krew w zasiew życia, a w ostatecznym rozrachunku ze zła wyciągnąć dobro.

Ładna bajeczka, szepnie uwięziony w korku kierowca, wściekły na drażniące oczy czerwone światło. Kolejna iluzja odroczonej sprawiedliwości dziejowej. I niby kiedy ma się to stać?

Podpowiada św. Paweł, że "stworzenie z upragnieniem wyczekuje objawienia się synów Bożych" (Rz 8, 19). Apostoł nie tworzy iluzorycznych nadziei. Nie chce powiedzieć, że czekamy na przyjście nowych mesjaszów, eliminujących, i to na zawsze, cierpienie i ból, tworzących nowe ludy wybrane, doskonałego człowieka przyszłości. Nie! Mówi o zaistnieniu w czasie historycznym takiego momentu, gdy stanie się bezsprzecznie jawnym, że ludzie zmieniający swoim szlachetnym życiem złe czasy w dobre byli i są synami Boga.

Nie musi być to wcale oczekiwanie na Sąd Ostateczny czy globalną katastrofę, kładącą kres naszej steranej planecie. Owo wyczekiwanie z upragnieniem może być równie dobrze wyszukiwaniem ludzi, którzy synami Bożymi stali się już teraz. Uczyniło ich wszak synami Bożymi przekonanie, że człowieka lepiej jest przygarnąć, niż odrzucić. Są synami Bożymi przez to, że wprowadzają pokój. Są synami Bożymi, bo ponad zemstę i różne akty dziejowej sprawiedliwości przedkładają nadzieję. Są synami Bożymi, bo wierzą w życie wieczne i z tej perspektywy wszystko widzą szerzej, głębiej i prościej. Są synami Bożymi, bo potrafią dać innym przestrzeń do życia. Są synami Bożymi, bo troskliwie patrzą na odchodzących ze świata, a ku przychodzącym wyciągają braterską dłoń.

Kto jest czasem

Takie to wszystko metafizyczne, ktoś powie. Górnolotne. Jaki to ma sens dla człowieka stojącego w korku w środku wielkiego miasta? Otóż, w swojej mądrości Kościół daje nam czas Adwentu jako propozycję zmierzenia się z demonem pośpiechu. Zamiast wciskać pedał gazu czy walić dłońmi w kierownicę, popatrzmy w górę. Weźmy do ręki różaniec i w unieruchomionym samochodzie pomyślmy o ludziach, za których trzeba się pomodlić, bo jest się im coś winnym.


Adwent to czas wciśnięcia hamulca i przygotowania na spotkanie tych, których kochamy, i tych, których skrzywdziliśmy. To czas, gdy patrzy się w niebo i z pokorą stwierdza, że ostatecznie tak niewiele od nas zależy. A może inaczej - wiele zależy, o ile potrafimy tak żyć, by nasze czasy uczynić czasami dobrymi. To my sami jesteśmy czasem. 

                                                                                                               Wiesław Dawidowski OSA
Plan duszpasterskiej wizyty kolędowej w Starym Lesie w 2014/15 r.
PANORAMA KOŚCIOŁA
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
GALERIA ZDJĘĆ
PARAFIA STARY LAS 2014 - WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE