Czy Pan Bóg ma wakacje?

Wakacje się skończą, święto nie musi

Miałem kiedyś zastępstwo w pewnej klasie szkoły podstawowej i wtedy właśnie któreś z dzieci zadało mi pytanie: Czy Pan Bóg ma wakacje? Jak dziecku odpowiedzieć na to pytanie? Młodzież, czy dorośli zwykle potrafią zauważyć, że gdy mówimy o Stwórcy ludzkimi słowami, gdy używamy ludzkich pojęć, to na pewno zniekształcamy prawdę. Człowiek się męczy, Pan Bóg, który jest czystym duchem nigdy się nie zmęczy, nie musi zatem odpoczywać. Pan Bóg Trójca Święta jest nieustanną Jednością Osób, nie potrzebuje specjalnych okoliczności, by tę Jedność odświeżać, by coraz lepiej się poznawać. Oczywiście, nie da się mówić jakimś nieludzkim językiem, takiego nie ma. Ale trzeba pamiętać, że Osoba Boga przekracza nasze wyobrażenia, a tym bardziej słowa.

Korzystając jednak z postawionego pytania można zauważyć bardzo ciekawe prawdy. Nie tylko ciekawe, również takie, które nam mogą się przydać w życiu, które mogą to życie upiększyć.

Wakacje bez Pana Boga?

Skoro Pan Bóg nie potrzebuje wakacji, to czy mogą być wakacje bez Pana Boga? Spróbuję dzisiaj uzasadnić, że można, ale po prostu nie warto. Bo wakacje bez Niego to jakby odlot na odległą galaktykę bez wyraźniej możliwości powrotu. Raczej chcemy wrócić do najbliższych osób, do planów i marzeń.

A zatem. Jak przeżyć wakacje z Panem Bogiem? Jak spędzić ten czas w taki sposób, aby nie tylko z radością wrócić do ukochanych osób, ale by te osoby chciały do nas wrócić, widząc, że jesteśmy szczęśliwsi. Jak w czasie wakacji zaczerpnąć szczęścia i uczyć się je dawać innym? Na czym wakacje polegają?

Chyba nie ma sensu tego definiować, zawsze byłaby to próba usztywnienia tego, co właśnie kojarzy się z wolnością. Ale dzisiaj mamy spojrzeć na wakacje z perspektywy Pana Boga. Jeśli już wiemy, że do Niego nie ma co dopasowywać pojęcia wakacji, to może zastanówmy się, czy można mówić o wakacjach według Woli Bożej? A jeśli można mówić o takich wakacjach, to czy to nie będzie czas strasznej nudy i sztywności? Czy to tylko odmawianie jednej litanii po drugiej i to po codziennej Mszy Świętej?

Może zacznijmy od niewątpliwie prawdziwego zdania: Pan Bóg wymyślił wakacje, albo inaczej: Pan Bóg chce dla nas wakacji. Bo chce, abyśmy wypoczęci podejmowali trud sensownego wysiłku. Chce, abyśmy poznawali piękno stworzonego przez Niego świata, chce, abyśmy w gronie rodzinnym, w grupie przyjaciół coraz lepiej się poznawali, aby łatwiej było potem żyć, aby chętniej sobie nawzajem pomagać. Ale jak zawsze mamy wolność. Możemy poznać piękno świata, możemy poznać grzech. Możemy nauczyć się radości pomagania innym, możemy też nabrać wprawy w krzywdzeniu. Od nas ostatecznie zależy, czy ten czas wykorzystamy w taki sposób, aby z niego naprawdę skorzystać.

Wakacje kojarzą się robieniem tego, na co mamy ochotę. A jak mielibyśmy ochotę na coś niedobrego? Jeśli ogarnia nas ciekawość, jak smakuje grzech? Tu mamy pierwsze zadanie. Dla każdego - niezależnie od wieku, płci, stanu i urzędu. W to, na co mamy ochotę, trzeba wprowadzić rozum i wyobraźnię. I zacząć tym rządzić.
Użyję tu znanego i trafnego porównania. Jeśli kapryszące dziecko natarczywie i krzykliwie wypowiada swoje żądania, to szukamy sposobu, aby je ujarzmić. Bo doskonale wiemy, że ciastko zjedzone pół godziny przed przygotowanym obiadem trochę utrudni rozsmakowanie się nawet w ulubionych potrawach. Doskonale wiemy, że jeśli dziecko z dwoma drucikami w dłoniach biegnie z zapałem w stronę kontaktu w ścianie, to zrobimy wszystko, aby do tego kontaktu nie dotarło, mało tego, zrobimy wszystko, aby temu dziecku wybić z głowy podobne śmiercionośne pomysły. Podobnie z naszymi kapryśnymi ochotami. Trzeba je sobie tłumaczyć, ujarzmiać, kształtować. Bo po co przez całe życie pokutować za coś, czego można było łatwo uniknąć?

Co jeszcze jest zgodne z Wolą Bożą?

Podczas roku szkolnego zwykle nie mamy czasu na rozwijanie zainteresowań. Nie tylko chodzi o turystykę czy sport. Może pasjonuje nas hodowla rybek w akwarium, może interesujemy się geografią, albo programowaniem? Na pewno Pan Bóg będzie szczęśliwszy (to znów antropomorfizm, czyli mówienie o Bogu po ludzku), gdy poznamy choćby z filmów czy książek odległe lądy czy morza. Na pewno sami skorzystamy, gdy poznamy lepiej niż dotychczas sposób karmienia naszego kanarka czy królika. Na pewno będziemy mądrzejsi i szczęśliwsi, gdy posiedzimy u kogoś, dla kogo najbliżsi nie mają czasu. Co jeszcze jest zgodne z Wolą Bożą? Włączenie się, albo nawet zainicjowanie pomocy tym, którzy tego potrzebują (zwróćmy uwagę, że często ci naprawdę potrzebujący nie mają śmiałości, aby o pomoc prosić, bywają też tacy, którzy nie bardzo wiedzą, co jest dla nich korzystne i proszą o to, co ich psuje). Na pewno Pan Bóg lubi, gdy na dobrze zorganizowanym obozie staniemy się bardziej samodzielni, gdy nauczymy się orientacji w terenie czy jakichś czynności kuchennych, gdy wyznaczą nas do pomocy przy przygotowywaniu posiłków.

Ale to wszystko dotyczy wakacji. Tylko wakacji, chociaż już nauczyliśmy się w nich zauważać Wolę Bożą. A coś więcej?

Od wakacji do świętowania

Aby Dzieło Boże nie było zmarnowane nie wystarczą wakacje! Pan Bóg wymyślił również coś niewątpliwie ciekawszego! To świętowanie. Prawdziwe świętowanie to nie tylko wypoczynek, to nie tylko czas spędzony z rodziną, z bliskimi. Świętowanie, to radość wynikająca z Bożej przyjaźni. Nawet po ludzku potrafimy to zrozumieć gdy ktoś bardzo bliski przyjeżdża po długiej nieobecności, to każda minuta wydaje się szczególna, wyjątkowa, świąteczna. Wyprodukowano kiedyś film zatytułowany Tydzień niedziel chodziło o radość, jaką przeżywał nastoletni bohater filmu, gdy wrócił z daleka jego tata. Film wcale nie był pobożny, ale doskonale pokazywał intuicję świętowania to bliskość przyjaciela.

Podczas misji w pewnej parafii pracujący tam franciszkanin używał wielu porównań ze świata zwierząt. Między innymi powiedział, że po Komunii Świętej możemy zachowywać się jak mama kangurzyca, która niedawno urodziła maleństwo. Nikt nie musi wiedzieć, że ma w swojej torbie dziecko. Ona jednak nieustannie o nim pamięta, niejako żyje dla niego. Komunia Święta w naszym sercu zmienia nasze zachowanie wobec ludzi, wobec świata. Jeśli jakiegoś dnia nie idę na Mszę Świętą, to podobnie mogę przeżywać Obecność Boga we mnie. Nazywamy to niekiedy Komunią duchową. Zaczyna się od wiedzy - trzeba sobie to przypominać, powtarzać, aż wreszcie zrośniemy się z tą myślą, stanie się rzeczywistym powodem radości, poczucia bezpieczeństwa, pogody ducha.

Wysiłku się nie żałuje

To chyba najbardziej przydatna działalność człowieka uczyć się źródła własnego szczęścia. Tego wysiłku nigdy nie będziesz żałować, to pozostanie na zawsze, staje się motywacją działania, sposobem skutecznej walki z lenistwem i egoizmem. Bo jak się lenić, jeśli Pan Bóg mnie kocha na tyle, że wydał swego Syna za moje życie wieczne? Jak zgadzać się na egoizm, skoro Jezus ofiarował Samego Siebie i pokazuje, że dopiero wtedy człowiek dorasta do zadania, do jakiego został powołany, dopiero wtedy wpełni doświadcza godności?
Może wykorzystasz wakacje, aby nauczyć się świętowania. Wakacje się skończą, ale świętowanie zostanie w Twoim sercu, jako postawa życia. No i życzę, aby nieraz ktoś Cię zapytał: Skąd Ty masz taką pogodę ducha, skąd u Ciebie tyle cierpliwości?. Wtedy zacznij tę osobę uczyć świętowania.

Wyobraź sobie, że nadchodzący dzień jest Twoją wizytówką. Jeszcze wieczorem pomyśl, jak chcesz go przeżyć. Co powinieneś, co chciałbyś, czego oczekują bliscy, co jest możliwe. I ułóż sobie, jak przeżyjesz każdą godzinę. Tylko pamiętaj, że Twój plan nie jest bożkiem. Jak ktoś albo zwykłe okoliczności powiedzą coś ważnego, to dopasuj do ich głosu swój pomysł, swój plan.
Chcesz się wyspać? Przecież Ci wolno. Powiedz sobie, że będziesz spał na przykład do południa. Ale nastaw dwa budziki, albo nastaw babcię, aby Cię obudziła. Zacznij rządzić swoim odpoczynkiem.
Drażni Cię to, że o czymś często zapominasz? Że jesteś niepunktualny? Że nie zauważasz oczekiwań osób, które Cię otaczają? Pomyśl, jak nad tym pracować. Będziesz szczęśliwszy, gdy zobaczysz na własne oczy, że to, co Ci dotychczas przeszkadzało, co Ci w samym sobie przeszkadzało - da się zmienić. Może nie od razu radykalnie, ale każdy krok do celu cieszy.

Pamiętasz, po co żyjesz?

Lubisz robić zdjęcia? To też trzeba ćwiczyć. Ucz się spostrzegawczości, sfotografuj ciekawie ułożone chmury, pełen nadziei pąk kwiatu, rozkoszny uśmiech niemowlęcia, albo dostojną, piękną twarz staruszki (pamiętaj, że aby fotografować ludzi powinno się mieć ich zgodę). Potem, już w ciągu roku możesz zrobić wystawę własnych fotografii, choćby we własnym pokoju. Popatrz na słońce, na zieleń. Zaśpiewaj, zatańcz. To dar Boga dla Ciebie. A może pokaż ten dar innym Na pewno nie stracisz!

Popracuj na własną twarzą. Skorzystaj z lustra, może z własnego odbicia w oczach innych ludzi. Oceń, czy z Twojego wyrazu twarzy promieniuje radość, czy ktoś się nie boi Twojego skrzywienia? Pobaw się trochę robieniem głupich min. A potem poćwicz mięśnie twarzy, aby Twój własny uśmiech Tobie się podobał. Aby częściej ozdabiał oblicze. Aby pomagał innym.

Przypomnij sobie swojego Anioła Stróża. Czy ma z Tobą kłopoty? Czy czasem musi prosić swoich kumpli, aby mu pomagali strzec Ciebie? Co zrobisz, by mu ułatwić zadanie związane z opieką nad Tobą? Gdy spotkasz człowieka, który jest smutny lub zdenerwowany zastanów się, czy Twój uśmiech, Twoje podziękowanie, Twoja uprzejmość nie rozjaśnią mu świata. A czemu jest smutny? Zdenerwowany też nie jest bez powodu.

Pamiętasz, po co żyjesz? Jezus Chrystus zaprasza nas do zbawienia i zmarnowany jest każdy dzień, w którym do tego celu się nie przybliżymy choćby o krok. Trudne? Wręcz przeciwnie, zauważ, że realnie przybliżasz się do zbawienia wówczas, gdy zapanujesz nad niecierpliwością, kiedy włożysz wysiłek, aby się nie spóźnić i przez to uszanujesz człowieka, który na Ciebie czeka, przybliżasz się do zbawienia, jeśli zrobisz coś w domu tak, jakbyś robił to dla Niego.
Najszczęśliwszy jest ten człowiek, który zauważył, że jest wyjątkowy. Gdy zauważy, jak bardzo obdarowany jest przez Pana Boga. Dlatego jednym z najskuteczniejszych sposobów na szczęście jest wdzięczność zarówno wobec Stwórcy, jak i wobec ludzi. Dziękuj a będziesz szczęśliwszy!

Ks. Zbigniew Kapłański

Głęboki, spokojny oddech

Dlaczego pokora jest tak ważna? Ponieważ stanowi powietrze dla dwóch płuc, którymi oddycha spełniające się życie.

Pierwszym płucem jest własny rozwój, drugim zaś – zaangażowanie w dobre rzeczy czynione z myślą o innych. Oba są połączone i współdziałają ze sobą.

Płuco pierwsze: zmiana

Był okres w moim życiu, kiedy nadużywałem słowa „przepraszam”. Któregoś razu mój przyjaciel zamiast – jak robił to dotychczas – przyjąć moje kajanie się, powiedział: „Wojtek, ty mnie już więcej nie przepraszaj, ty się wreszcie zmień!” Do dziś pamiętam oburzenie, które mną zawładnęło. Jak on śmiał! Tak zszargać moje pokorne przyznanie się do błędu! Nie widzi jak się staram? Ślepy jest na moje próby pokonywania własnej słabości? Nie umie tego docenić? Co za gbur! Moja reakcja – ani na etapie przeprosin, ani tym bardziej po bolesnej uwadze przyjaciela – nie miała w sobie nic z pokory.

Pokorny człowiek do końca swych dni odkrywa potrzebę zmiany w sobie samym. Nie robi jednak tego, by przekonać innych, że jest w porządku. Nie po to, by uniknąć odrzucenia. Robi to, ponieważ chce coraz dojrzalej kochać i przyjmować miłość. Wie, że bez zmiany ma zbyt ciasne serce, by tak się mogło dziać. O jaką jednak dojrzałość tu chodzi? Ma to wszystko związek z tym co, św. Paweł nazywa dorastaniem do doskonałości, do miary wielkości według pełni Chrystusa (Ef 4, 13). Oto w spojrzeniu Boga na mnie widzę równocześnie, kim jestem oraz kim mogę się stawać. I wiem, że nie zrobię tego własnymi jedynie siłami. Skala tego przeobrażenia jest tak ogromna i głęboka, że może się dokonać jedynie w pokornym współdziałaniu z moim Stwórcą.

Decyzja na zmianę wymaga pokory, ponieważ wiąże się często z przyznaniem, że w jakimś swoim przekonaniu myliłem się; w określonej postawie wobec ludzi okazałem się niedojrzały; jakaś strategia mojego działania okazała się mało przemyślana itd. Na ile jestem gotów zmienić sposób patrzenia na samego siebie? Co już zrobiłem w tej sprawie?

Tony Stolzfus, amerykański coach, opisał trzy etapy na drodze do zmiany każdej trudnej sytuacji (może nią być zarówno relacja z kimś bliskim, jak i to, co nas przerasta w zawodowym zaangażowaniu). Pierwszy etap polega na próbie przetrwania kryzysu, której jednak brakuje refleksji i wyciągania wniosków. Drugi wyraża się w sięganiu po zewnętrzne środki mające zmienić sytuację (np. więcej rozmów ze współmałżonkiem czy dziećmi, zmniejszenie liczby godzin pracy). Lecz i na tym etapie brakuje poważniejszej refleksji nad sobą. Szansa na rzeczywistą zmianę wyłania się dopiero na poziomie, który Stolzfus nazywa zaangażowaniem serca. Tu „pozwalamy, żeby okoliczności doprowadziły nas do fundamentalnego przewartościowania na poziomie naszej tożsamości i przekonań”.

Biblia nazywa tę przemianę metanoią, co z greki tłumaczymy jako „nawrócenie”. Chodzi o coraz głębszy i spokojniejszy oddech zmiany, dokonującej się dzień za dniem, decyzja za decyzją, myśl, za myślą, słowo za słowem. Amerykański franciszkanin R. Rohr napisał: „Biblia nie uzależnia jednak czekającej nas przemiany od naszej wiedzy czy sprytu. Mówi natomiast, że klucz do niej skrywa się w jednym z ulubionych i najtrudniejszych do znalezienia schowków Boga – w pokorze”.

Płuco drugie – współdziałanie

Wielokrotnie byłem świadkiem, jak wiele znakomicie rokujących pomysłów, planów i podjętych już przedsięwzięć rozpadało się z jednego prostego powodu: braku umiejętności współdziałania.

Święty Paweł porównał Kościół do ludzkiego ciała, będącego niesłychanie złożonym organizmem, w którym żadna jego część nie wynosi się nad inne. „Liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was». Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze...” (1 Kor 12,20-22). Pokora to sztuka współdziałania z innymi, zwłaszcza z tymi bardzo innymi ode mnie.

Mój dobry znajomy, który od wielu lat organizuje w Szczecinie sesje poświęcone ważnym tematom współczesności, prosi o pomoc woluntariuszy, którzy często nie są ludźmi bardzo biegłymi w kwestiach organizacyjnych. Zdanie się na ich pomoc wymaga od niego dużej cierpliwości (to inne imię pokory). Zasadniczo – większość tych obowiązków szybciej wykonałby sam. Ale przy tego typu przedsięwzięciu niezwykle ważną kwestią jest właśnie umiejętność współpracy, która pomaga odkrywać innym ich zdolności i możliwości.

Kiedy podejmujemy współpracę, nie da się tego zrobić bez pogodnej otwartości na siebie nawzajem. Chodzi o szczere przekonanie, że kiedy robimy coś razem, wyłania się nowa jakość. Jestem więc ciekaw twojego punktu widzenia. Pozwalam się zaskoczyć pomysłom, na które nigdy bym nie wpadł. Widzę wartość w odmienności naszych perspektyw, a różnicę postrzegam jako szansę. Pokora jest tu zdolnością równoczesnego wycofywania się i obecności. Moją uważnością stwarzam ci miejsce, ale zarazem – bez fałszywej pokory – widzę, co mam do oferowania z mojej strony. Pokora pozwala stawiać pytania, nie zakładając z góry odpowiedzi: szukamy jej razem w przekonaniu, że głębia prawdy przerasta nawet najtęższą, pojedynczą głowę.

Dwaj ostatni kanonizowani papieże, Jan XXIII i Jan Paweł II, stworzyli kilkanaście komisji przy Watykanie, które stały się okazją do twórczego zderzenia myśli i poszukiwań. Przy tak szerokich horyzontach, jakie posiadali, obaj papieże czuli potrzebę konsultacji, spotkania, wspólnej drogi. Przez te komisje przewinęło się mnóstwo ludzi z różnych światów intelektualnych i duchowych, doświadczając siły i piękna pokornej współpracy w dążeniu do prawdy. Myślę, że na niższym szczeblu, w naszych wspólnotach parafialnych wiele jest wciąż wzajemnych obaw przed takim otwartym spotkaniem i współdziałaniem. Tyle dobra czeka na odkrycie we współpracy – a droga do niego wiedzie przez drzwi pokory.

Bill Wilson, jeden z założycieli Anonimowych Alkoholików, napisał że zasada, która pozwalała uciszać niepokoje o jedność tak trudnej różnorodności we wspólnocie brzmiała: „Cieszyć się z tego, co mocne w drugim, a nigdy nie bać tego, co w nim słabe”. Strach dławi oddech. Pokorna ufność przywraca jego równy rytm, pozwalając iść razem nieporównywalnie dalej niż w pojedynkę.

Test na pokorę:

  1. Czy w ostatnim czasie zobaczyłeś jakiś swój błąd i przyznałeś się do niego wobec osoby, która ci go wytknęła (zwłaszcza jeśli nie przepadasz za tą osobą)?
  2. Czy – nie radząc sobie z samym sobą – poprosiłeś kiedyś drugiego człowieka o pomoc? Czy dałeś mu się później poprowadzić?
  3. Czy odkryłeś chociaż raz w życiu, że przez jakiś czas kierowałeś się przekonaniami, które dziś postrzegasz jako mało przytomne, egoistyczne bądź krzywdzące dla innych?
  4. Czy odkryłeś choć raz w życiu, że zachowywałeś się w sposób raniący drugiego, absolutnie nie zdając sobie z tego sprawy i bagatelizując odczucia tego człowieka?
  5. Czy zaangażowałeś się w jakieś dobroczynne przedsięwzięcie, o którym wiedziałeś, że nikt, na kim ci zależy, nie dowie się o tym?
  6. Czy w ramach jakiegoś projektu, zaangażowania umiałeś poprosić o pomoc i współpracę innych wiedząc, że tym samym nie będziesz mógł się szczycić własnym, autorskim „podpisem” pod tym dziełem?

Test na fałszywą pokorę:

  1. Czy odmówiłeś włączenia się w jakieś sensowne zaangażowanie, tłumacząc to brakiem odpowiednich kompetencji i przekonaniem, że inni zrobią to lepiej, podczas, gdy wszyscy (!), którzy cię znają twierdzili, że zrobisz to świetnie?
  2. Czy używasz sformułowania: „Nie zasługuję na Bożą miłość”?
  3. Czy zdarza ci się powtarzać zdanie: „Nigdy niczego nie zrobię jak należy”?
  4. Czy używasz sformułowania: „Jestem beznadziejnym przypadkiem, nigdy się nie zmienię”?
  5. Czy zdarza ci się mówić do najbliższych: „Nie zajmujcie się mną, macie tyle ważniejszych spraw”?

„Tak” z pierwszej grupy pytań oznacza za każdym razem, że dajesz się ogarniać tajemniczemu działaniu pokory w twoim życiu. Gdy „tak” pojawia się jednak w drugim zestawie – jest sygnałem, że brniesz w iluzje pokory, w jej niszczącą cię fałszywkę. Uważaj jednak, by dobry wynik nie wbił cię w pychę, a zły, w rozpacz. Z pokorą przyjmij jedno lub (i) drugie.

Wojciech Jędrzejewski OP
Przewodnik Katolicki 38/2015

"Głęboki sens"

Ogłoszenia parafialne

NIEDZIELA – 26.06.2016 – XIII ZWYKŁA

08:00
Za + Jana Szkarłat w 25. rocznicę śmierci
10:30
Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Piotra i Pawła Kmiecik z okazji imienin
CHRZEST: Kalina Maria Turowska

PONIEDZIAŁEK – 27.06.2016 – Dzień powszedni

18:00
Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Małgorzaty i Jarosława Krawczyk z okazji 20. rocznicy ślubu

WTOREK – 28.06.2016 – Św. Ireneusza, biskupa i męczennika

18:00
Za + córkę Wioletę Oleksy

ŚRODA – 29.06.2016 – UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW PIOTRA I PAWŁA

18:00
Za + Tadeusza Ciężobka
19:00
Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Michała Kowalskiego z okazji 6. rocznicy urodzin

CZWARTEK – 30.06.2016 – Dzień powszedni

18:00
Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski w rodzinach Walków, Kmiecik i Paluch

PIĄTEK – 01.07.2016 – Dzień powszedni

17:00
ndywidualna Adoracja Najświętszego Sakramentu oraz okazja do sakramentu pokuty
18:00
Dziękczynno błagalna o potrzebne łaski dla Anieli Merty z okazji 84. rocznicy urodzin

SOBOTA – 02.07.2016 – Dzień powszedni

08:00
Za ++ rodziców Stefanię i Tadeusza Smoczyńskich oraz + brata Zdzisława

NIEDZIELA – 03.07.2016 – XIV ZWYKŁA

08:00
Za ++ rodziców Sabinę i Kazimierza Hanczyn oraz + Michała Bastę
10:30
Za + Józefa Copija w rocznicę śmierci, + żonę Marię oraz ++ z rodzin Copija


  1. Świętujemy dziś XIII Niedzielę Zwykłą. Dzisiaj kolejna wpłata na remonty i inwestycji przy Parafii
  2. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy Św.
  3. W tym tygodniu pierwszy piątek i sobota miesiąca. Zapraszam do modlitwy w intencji kapłanów oraz całej naszej Parafii
  4. Kolekta w Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła zostanie przeznaczona na Stolicę Apostolską
  5. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. Do dzisiejszego numeru dołączono film nakręcony specjalnie na Światowe Dni Młodzieży o Bożym Miłosierdziu
  6. PODZIĘKOWANIE za kolektę, która została przeznaczona na pokrycie kosztów renowacji i pozłocenia kielichów mszalnych oraz pacyfikału. Kolekta wyniosła 3408 zł
  7. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny:
    • 02.07.2016 – od n-ru 93 – P. Jarmolonek do n-ru 100 – P. Żelesławski
    • 09.07.2016 – nie będzie sprzątania kościoła
    • 16.07.2016 – nie będzie sprzątania kościoła
    • 23.07.2016 – nie będzie sprzątania kościoła
    • 30.07.2016 – od n-ru 101 – P. Buchert do n-ru 104 – P. Wnęk, Łuczków, Jarzynka
    • 06.08.2016 – od n-ru 106 – P. Wizimirski do n-ru 114 – P. Wypychowski
    • 13.08.2016 – od n-ru 116 – P. Jelonek do n-ru 123a – Dawny Dom Nauczyciela
    • 20.08.2016 – od n-ru 124 – P. Badowski do n-ru 133 – P. Krzyżak
    • 27.08.2016 – od n-ru 134 – P. Wala do n-ru 138a – P. Kois
    • 03.09.2016 – od n-ru 140 – P. Niewiadomski do n-ru 145 – P. Janus
    Dziękuję za po sprzątanie świątyni.